 |
|
całe, życie mi się pieprzy. a ja bezradnie siedzę, na parapecie, z papierosem w ręku, myśląc - 'co ma być, to będzie.' / abstracion
|
|
 |
|
ciągle jesteśmy bezradni, wobec spraw które spieprzyliśmy.
|
|
 |
|
W kieszeni miał ostatnie 10 zł , i zastanawiał się czy kupić sobie fajki czy kartę doładowująca konto by moc do niej zadzwonić . Uzależnienie wygrało . Poszedł do sklepu i kupił kartę /?
|
|
 |
|
I need to speak to someone. Not someone - you. / David Nicholls
|
|
 |
|
Randka z matematyką na porządku dziennym. Taka miłość jak nasza, nie równa się żadnej.
|
|
 |
|
dziewczyna potrzebuje romea , nie hamleta. /plotkara
|
|
 |
|
i nadchodzi poniedziałek, znienawidzony dzień, tych wszystkich, którzy nie mają ferii.
|
|
 |
|
"- co byś zrobił jakbym zniknęła ? - bym Cię szukał. - ale przecież nic dla Ciebie już nie znaczę. - to tylko puste słowa, sam dobrze wiem co czuję. - co czujesz? -miłość do Ciebie. - odszedeś, zostawiłeś mnie samą wiedząc, że jestem słaba - musiałem, żałuję tego, przepraszam Cię. - wrócisz? - kochasz mnie nadal po tym wszystkim? - nawet nie zdajesz sobie sprawy jak mocno. - to wrócę, bo kocham cię najbardziej na świecie."
|
|
 |
|
zapaliłeś mi przed oczami zapałkę, a następnie zgasiłeś palcami. chwilę później wsadziłeś rękę pod bluzkę, bez zawahania. kiedy spytałam co robisz, odpowiedziałeś, że chcesz się dorwać do mojego serca. spytany dlaczego, uznałeś że chcesz zgasić jego płomyk równie dosadnie co ten zapałki. podziękowałabym za troskę, ale nie lubię być ironiczna.
|
|
 |
|
cały dzień oczekuję momentu, kiedy mogę zamknąć oczy, prymitywnie drżąc powiekami z obawy, że nie uda mi się przypomnieć rysów Twojej twarzy. marzę. marzę bez nadziei, ale z uśmiechem, że mogę Cię mieć chociaż w takiej postaci. zasypiam, starając się przypomnieć Twój zapach. kurczowo ściskając poduszkę prawie potrafię oszukać samą siebie, że przytulam właśnie Ciebie, że czuję Twoje kości miednicze, uwierające mnie w tył pleców. później najgorszy moment, budzę się, gwałtownie siadając na łóżku. po mojej koszuli ciekną strużkiem łzy. podnoszę powieki, wiedząc że znowu uciekłeś. spoglądam przez okno, siadając na parapecie. nie. najpierw odsuwam znicze, które mam przygotowane każdego dnia, żeby Cię odwiedzić. siadam obok nich i szepczę po cichu, żebyś dał mi chwilę na zebranie się i zaraz do Ciebie pędzę, żeby jak codzień zostawić ślady szminki na Twoim imieniu, wygrawerowanym na marmurowej płycie.
|
|
|
|