 |
|
silne uderzenie powaliło mnie na podłogę. upadając na kolana momentalnie przyłożyłam dłonie do miejsca bólu, który nieznośnie pulsował na całą czaszkę. słyszałam jego kroki, słyszałam jak wychodzi z pokoju krzycząc, że doprowadzam go do szału. nie umiałam wydusić z siebie choćby jednego słowa, nie umiałam znaleźć sił na obronę. wstając otulona wstydem i rozgoryczeniem nie uroniłam choćby jednej łzy. nie okazałam słabości, chociaż czułam jak wewnątrz wszystko ponownie się we mnie rozpadło. choć twarz nie została zalana łzami, to sercu pozwoliłam płakać, pozwoliłam by w ten sposób oczyściło się z bólu, z nienawiści. zamykając za sobą drzwi od tego domu nie myślałam racjonalnie, chciałam po prostu stąd uciec, wyrwać się z piekła, które stworzył człowiek najbliższy sercu.
|
|
 |
|
przecież kurwa byłeś obok , byłeś tu jeszcze kilka dni wcześniej i mówiłeś tak pięknie mówiłeś że nie chcesz mnie skrzywdzić tym samym wyrządzając mi najpiękniejszą i największą krzywdę , przecież kurwa miałam Cię obok , to łóżko , ono było nasze ,wspólne. Przecież czułam Cię i to było piękne , twój dotyk , Ty ,ja, ta noc , ten dzień i przyszłość której nigdy nie będzie. A potem wyszedłeś a może to ja odeszłam ? Nieważne , nieistotne , jest pusto i zimno i trochę , trochę boli mnie serce. Jest wieczór i nie wiem co robisz , nie wiem gdzie i najgorsze z kim w ogóle jesteś. Ale wrócisz co ?? Nie możesz przecież pozwolić znów upaść mi na ziemię . / nacpanaaa
|
|
 |
|
Jak Ty to robisz, proszę Cię powiedz, że serce Cię pragnie, a rozum ucieka./mr.lonely
|
|
 |
|
poradzę sobie , przecież kurwa do chuja zawsze sobie radziłam . / nacpanaaa
|
|
 |
|
łaskotkami odpędzał przypływy senności. pocałunkami w szyję wymuszał, bym przestała się w końcu dąsać. dogryzkami i ciętymi komentarzami podnosił ciśnienie. ukrywał w ramionach, dając poczucie, że jestem tylko jego. całował na środku ulicy, gdy czekaliśmy, aż zielone światło pozwoli nam przejść przez pasy. trzymał za rękę i przyciągał do siebie za każdym razem, gdy jakiś samochód na mnie zatrąbił. nazywał głupią i masochistyczną, gdy kolejny raz paznokciami rysowałam mu na ciele wymyślne tatuaże. skradał pocałunki, gdy myślami odpływałam daleko. dusił żebra pokazując jak mocno tęsknił. uświadamiał, że rodzi się między nami coś nowego, coś co może uczynić ze mnie najszczęśliwszą dziewczynę na świecie.
|
|
 |
|
oczekujesz ode mnie dojrzałości? oczekujesz, że będę zachowywać się jak dorosła a moje decyzje będą przemyślane i racjonalne? wybacz, nie chcę dorastać, nie chcę, by ta bańka, która teraz mnie osłania, nagle pękła. boję się świata, boję się jak bardzo może mnie jeszcze zranić każda minuta życia tutaj. boję się samotności, wiesz? choć nie biegam już z lizakiem w ręce, dżinsowych ogrodniczkach i dwoma kitkami na głowie, to nadal drzemie we mnie dziecko, mała dziewczynka z wielkimi planami. po co mi dowód? po co mi ta świadomość, że odpowiadam teraz za każdy mój czyn? chcę nadal żyć w świecie iluzji, w świecie wyobrażeń, w świecie pozorów. pozwól mi na to.
|
|
 |
|
uśmiech. trzęsące się ręce. rozmazana szminka. zostawiająca czarne smugi maskara. poplątane włosy i ślady nacięć na nadgarstkach. któż to? nigdy jej tutaj nie widziałam, pierwszy raz spotykam się z oczami tak przeraźliwie wypełnionymi smutkiem. chcę podać jej rękę, przywitać się, ale ona robi dokładnie to samo, w tym samym momencie i dociera do mnie straszliwa prawda. ta zniszczona dziewczyna, to ja, to moje lustrzane odbicie. coś Ty ze sobą najlepszego zrobiła? wyglądasz strasznie, wyglądasz okropnie, wyglądasz na martwą. no już, chodź, daj rękę. pójdziemy we dwie, ja i Ty, jak dwie przyjaciółki, które spotkały się po latach. opowiesz mi mi wszystko, a ja będę Ci wiernie towarzyszyć, przez te ścieżki, które wypełnione bólem i cierpieniem codziennie przemierzałaś. tylko oddychaj, nie zatrzymuj się. pomogę Ci wyjść z tego emocjonalnego labiryntu, a potem znowu staniemy się jednością. zdrową, szczęśliwą, całkowitą.
|
|
 |
|
niewidzialna nić, która trzymała mnie usilnie przy Tobie, wreszcie została przerwana. uwolniłam się, wyszłam z Twojego cienia, wzięłam pierwszy, swobodny oddech. i wiesz? serce nie przestało bić, nie poczułam miażdżącej klatkę piersiową tęsknoty, nie uroniłam choćby jednej łzy. nadal żyję, nadal się uśmiecham, nadal mam powody, by codziennie otworzyć oczy. wiesz dlaczego? bo znalazłam kogoś, kto zaoferował mi o wiele więcej. kogoś kto dał mi miłość, kogoś kto zapewnił poczucie bezpieczeństwa, kogoś, kto nauczył moje serce nowej melodii. nie ma już miejsca dla Ciebie w moim życiu, skończyłam z Tobą. ruszaj dalej, przecież tak perfekcyjnie umiesz zabawiać się damskimi uczuciami.
|
|
 |
|
Nawet gdy na niego patrzę, to nie czuję już niczego, ba, ja już nawet nie chcę na niego patrzeć, nie mam powodów by chcieć.
|
|
 |
|
Jestem zupełnie gdzie indziej, setki godzin od miejsca w którym byliśmy i choć wszystko boli, to wciąż się uśmiecham, pamiętam, że potrafiłeś jednym uściskiem wyrażać miłość, miałeś szare oczy i najpiękniejsze, najpiękniejsze wszystko, byłeś mój, a ja byłam Twoja, strasznie musieliśmy szarpać się o to ze światem ale skończyliśmy, zapomnieliśmy, chyba podczas którejś z walki zgubiliśmy powody, które wcześniej nie pozwalały nam przestać.
|
|
|
|