 |
|
To drań. Ale chyba pociągający.
|
|
 |
|
ciężko było by patrzeć w Twoje oczy i nie czuć nic.
|
|
 |
|
Rozmyślała o własnym życiu – w ten zupełnie niewiarygodny sposób przypisany samobójcom – i zastanawiała się jak bardzo bolałoby zderzenie z chodnikiem.
Powolne, ale jakże smutne myśli przerwał dźwięk otwieranych drzwi. I jego głos, pozbawiony niepewności czy niepokoju, tak beztrosko ciekawy. „Co robisz?” spytał przechodząc przez pokój.
Wtedy skoczyła.
Z parapetu na podłogę. Wtuliła się w jego ciepłe ramiona. „Co tam?” zagadnął. „Jesteś moim światłem” powiedziała i obserwowała jak uśmiech rozświetla jego twarz. A potem przytuliła głowę do jego klatki piersiowej i słuchając bicia jego serca napawała się jego zapachem. // CZĘŚĆ 2
|
|
 |
|
Noc próbowała okryć ciemnością miasto niczym matka otulająca dzieci na dobranoc. Miasto, krnąbrne dziecię, broniło się jak mogło, starając się rozjaśnić ciemną porę.
Światła samochodów rzucające jasne smugi na wąskie uliczki i szerokie drogi. Blask telewizorów z okien wielu sypialni. Oraz, leniwe jak rozlewająca się po cieście polewa, dogorywające światło latarń.
To te ostatnie oświetlają kamienne i zdewastowane płyty chodnikowe tworząc mozaikę cieni.
Kiedy patrzy się z góry wygląda to jeszcze bardziej interesująco. Ale wciąż niezwykle depresyjnie.
O tym właśnie myślała stojąc na parapecie i zaciągając się ciężkim deszczowym powietrzem. Zapach mokrych liści, powoli parującego betonu. // CZĘŚĆ 1
|
|
 |
|
"Rap to nasza fobia, droga bez powrotu, choroba na którą nie ma, nie będzie antidotum" :)
|
|
 |
|
Jeszcze oszaleją wszystkie pizdy, gdy poznają mój urok osobisty /Paktofonika
|
|
 |
|
Dzisiaj czuję się tak jakbym nigdy nie istniał i nic się nie stało, a Ty nigdy nie przyszłaś /Bonson
|
|
 |
|
Ja cię proszę dziewczyno, lepiej wrzuć na luz, no i nie krzycz tak na mnie, bo śmierdzi ci z ust /Ostr
|
|
 |
|
straciłeś dla mnie tyle czasu, że poczułam się ważna.
|
|
 |
|
zapytaj Sokoła, czysta prawda bywa brudna, bo dziś bez blogerek nawet nie potrafimy się ubrać.
|
|
 |
|
czuł, że ma skrzydła, może latać i nikt nie zdoła mu ich podciąć, i pierdolił ból, który jednak szczęście tłumił non stop.
|
|
 |
|
i patrze w te oczy zmęczone jak moje, i co jest ze mną nie tak, że się boję o koniec?
|
|
|
|