 |
|
`Twierdzisz, że mnie kochasz, a tak naprawdę nawet mnie nie znasz.. Nie wiesz jak wyglądam z rana, zaspana, nieumalowana i nieuczesana, nie znasz moich złych humorów, nie słyszałeś mnie nigdy podczas jednego z moich napadów śmiechu; nie wiesz jak uśmiecham się do słońca, kiedy jestem szczęśliwa, nie znasz mojego wzroku kiedy wpatruje się w gwiazdy; nie wiesz jak odgarniam grzywkę za ucho, nie znasz mojego wymuszonego uśmiechu ani tego prawdziwego; nie wiesz jak błyszczą mi się oczy w radości, nie znasz toku moich łez po policzkach, kiedy płaczę; nie wiesz jak bardzo cenię każdą najmniejszą drobnostkę, nie znasz sposobu w jaki zagryzam dolną wargę; nie wiesz jak bardzo lubię zimne płatki czekoladowe, nie znasz układu piegów na moim nosie i policzkach; nie wiesz jaki ciemny odcień przybierają moje włosy kiedy są mokre, nie znasz mojego grymasu bólu; nie wiesz jak z tęsknotą wyciągam ramiona ku przerażającemu światu. Nie znasz mnie, nic o mnie nie wiesz . / bnj .
|
|
 |
|
`Niektórzy mówią, że miłość to rzeka.. Niektórzy mówią, że miłość to wesoła piosenka.. Niektórzy mówią, że miłość jest wszędzie wokół nas.. Przenosi nas gdzie nasze miejsce . Niektórzy mówią, że miłość to usłyszenie śmiechu w strugach deszczu . Ale na Upper East Side wszyscy wiedzą, że miłość to ból . / GG .♥
|
|
 |
|
- co oglądamy? - zagadnął wertując kinolive. spojrzałam Mu przez ramię po czym odnalazłam Jego dłoń i odciągnęłam na pewną odległość. - zobaczysz. - rzuciłam zaczepnie, wykonując kilka kolejnych kliknięć i przymykając laptopa. siadając przed Nim, mierząc Jego spojrzenie, uśmiech, szczęście wymalowane w każdym calu Jego twarzy, zaczęłam opowiadać. w rytm naszej piosenki, która wydobywała się z głośników, opisywałam scenerię naszego pierwszego pocałunku, jak i kilku kolejnych, wspólne spacery, najpiękniejsze słowa jakie usłyszałam z Jego ust. On? momentalnie włączał 'odtwórz', gdy muzyka cichła, jakby zachęcając mnie do dalszej opowieści. - a teraz jesteś tu. wciąż. - szepnęłam na sam koniec, na co nachylił się ku mnie. początkowo muskając moje wargi, omiótł ciepłym oddechem całą twarz, a przy lewym uchu wyszeptał dwa słowa. - moja ulubiona. - po sekundzie, nieco ciszej dodał, jak kocha.
|
|
 |
|
pytał o moje marzenia, a ja nieśmiało podnosząc wzrok zagryzałam wargi z uśmiechem nie wiedząc, jak ująć w słowach wyznanie, że spełnił je wszystkie samym sobą.
|
|
 |
|
wszedł do mojego serca tamtego jesiennego wieczoru, ot tak, nie ściągając butów, nie dopalając papierosa. nabrudził, nabałaganił, wprowadził istny chaos - wtedy niepewna, naciągałam rękawy swetra na dłonie, teraz chciałabym tylko, żeby zrobił to ponownie.
|
|
 |
|
wybiegł za mną zostawiając głośną muzykę, panienki do zaliczenia, alkohol, znajomych. wyciągnął mi z ust papierosa, którego w pośpiechu odpaliłam. - po pierwsze, kurwa, jeszcze jedna fajka, to się zajebię ze świadomością, że jest moją winą. - chwycił mój nadgarstek patrząc z żalem, przełknął ślinę. - po drugie, do chuja, co to za taktyka? szukamy idealnego sposobu jak spierdolić wszystko, jak postąpić, żeby za kilka lat najmocniej żałować? niefajne, bosko nieciekawe. - wzięłam głęboki oddech, próbując się oddalić. - pogadamy na trzeźwo. - wydobyłam w końcu z siebie, na co pokręcił głową. - może pierdolę od rzeczy, zapewne nic mi się nie składa, no bywa. znasz mnie, żaden romantyk. kocham Cię. po jednym piwie, trzech, dziesięciu. na trzeźwo.
|
|
 |
|
program antywirusowy do serca, proszę.
|
|
 |
|
zabrał mnie ze sobą, choć wiedział, że powinnam iść w przeciwną stronę. odciągnął od marzeń, pasji, ulubionych smaków, książek, filmów, przyzwyczajeń. zabrał mnie do swojego świata, gdzie w powietrzu kłębiła się woń spalanego tytoniu, a po kątach walali się zapici goście. nie chciał, lecz nieugięcie we łzach dalej prosiłam o Jego obecność.
|
|
 |
|
karcące spojrzenie nauczycieli, urywane wzdychania rodziców, oraz reszty rodziny. zapewnienia, że tak tylko zniszczę sobie życie i przypuszczenia, iż się pogubiłam. zapewne woleliby jakiegoś poukładanego faceta, który ogarnie mnie już na początku vixy, po czym do samego końca bezustannie będzie zabierał mi każdego szluga, czy piwo, jakie wpadną mi w ręce. moje serce? może uzależniło się od nikotyny, może od silnej woni Jego perfum - bez różnicy. był fundamentem na którym budowałam życie.
|
|
 |
|
`Dorosłam i źle mi z tym, w chuj niedobrze .
|
|
 |
|
`Skup się na tym co kochasz, a nie na tym jak to odbiorą .
|
|
 |
|
`Myślałam, że po Twoim odejściu nastąpi koniec świata . Zaczęło tylko padać .
|
|
|
|