 |
|
no i kochaj mnie bez granic, tak po prostu, tylko za nic.
|
|
 |
|
kochaj, kurwa, bo umieram.
|
|
 |
|
pozbawiona miłości, byłam w chuj szczęśliwa.
|
|
 |
|
niektóre chwile nie wrócą, i to czasami boli.
|
|
 |
|
teraz bez wahania mogę powiedzieć, że jesteś przeszłością.
|
|
 |
|
w szklankach czysta, w sercach rap jak modlitwa.
|
|
 |
|
będziesz jeszcze pragnął, żeby ona była mną.
|
|
 |
|
moje serce próbuje wyrównać bit z Twoim.
|
|
 |
|
zaciskasz pięść i ze łzami w oczach mówisz, że wszystko się ułoży..
|
|
 |
|
głupia kretynka z chorym przewrażliwieniem na Twoim punkcie.
|
|
 |
|
Wkłada słuchawki i pod byle pretekstem wychodzi z domu. To nic, że niedługo wybije północ, a jutro rano musi wcześnie wstać. Kosmyki blond włosów wypadają spod ciemnego kaptura ulubionej bluzy. Jego bluzy. A ona nieświadoma padającego deszczu przemierza kolejne uliczki miasta. Każda kolejna samotnie spędzona noc wydawała się być coraz bardziej przerażająca. Zaczęło się od dnia, gdy wracając do domu, zobaczyła tłum ludzi zebrany wokół wypadku. Później pozostało tylko błaganie, by jej nie zostawiał i słowa lekarza, że nie żyje. Każdego wieczoru wracało do niej to, co starał się jej jeszcze powiedzieć. Miała być silna, miała się uśmiechać i żyć dalej. Żyć przyszłością, cieszyć się nią, i pamiętać, że zawsze będzie ją kochać.
|
|
 |
|
przychodzi moment, kiedy stajesz, zaciągasz ręczny w swoim życiu, bierzesz głęboki oddech i uważnie czytasz drogowskazy - kolejne kierunki, znaki, drogi, którymi możesz podążyć. a w głębi coś pęka, bo jedyne, co wydaje się na tą chwilę właściwe to cofnięcie się, ruszenie wstecz - do tych uśmiechów, do każdej z tych rozmów, do obietnic, które nie zostały dopełnione, do słów, do Jego głosu, dotyku, ciepła Jego oddechu. stoisz ze wspomnieniem zapewnień, że zasługujesz na kogoś lepszego, podczas kiedy serce wali jak oszalałe o żebra wygłaszając swoje racje z przypomnieniem, że On był wszystkim.
|
|
|
|