 |
|
ta magiczna więź, cholerna telepatia, która łączy nas od pierwszej rozmowy. nieważne, że mieszkamy setki, a czasami tysiące kilometrów od siebie, mogę liczyć na nich zawsze. zazwyczaj poznani przypadkiem. moblo, fotka, last, głównie z tych fantastycznych stron was znam. praktycznie w każdej części Polski, w Rosji, Brazylii, Kazachstanie, na Ukrainie. zazwyczaj przez skype, facebooka czy gg, czasami przez telefon. nigdy w realu, ale to jeszcze do zrobienia. przecież będziemy dorośli, będziemy zwiedzać świat. przyjaciele, wirtualni, przed którymi nie muszę udawać, nie potrzebuję kłamać. mimo wszystko, oni będą - zawsze i zawsze napiszą mi coś, co sprawi, iż na mojej twarzy pojawi się promienny uśmiech.
|
|
 |
|
za tydzień, to ja będę królową, a one moimi księżniczkami. wyjdziemy na miasto, z górą tapety na twarzy, która oczywiście będzie mniejsza niż nasze mózgi. będziemy pić wódkę prosto z butelki, jeść tuczące dania, rzucać się tortem. zero facetów, tylko my. alkohol uderzy w nasze główki, przestaniemy panować nad sobą. wieczór przepełni się mężczyznami, na jeden pocałunek, oraz wypalonymi papierosami. zaliczymy kilka krawężników. po powrocie nie będziemy już tak odpicowane. wiecie co to oznacza? wanilia dwudziestego pierwszego kończy 16-naście lat i trzeba to jakoś uczcić.
|
|
 |
|
rozbierał ją powoli. ze wszystkich uprzedzeń, oraz z ubrań. był delikatny. zachowywał się jak prawdziwy mężczyna. zauważyła, iż nie chce by cierpiała. pytał o każdy odważniejszy ruch. pozwalała mu na wszystko. podniecenie brało górę, nad zakazanym. zapach miłości unosił się wokół. to co robili, ani trochę nie przypominało jej zwykłego seksu, który widziała na filmach. wyjątkowe uczucie, wyjątkowa chwila. gdy skończyli, wyczerpana, zasnęła. obudził ją zapach grzanek, jajecznicy i gorącej, malinowej herbaty. niedługo później, zobaczyła ukochanego, w świeżej koszuli i jasnych jeansach. na same wspomnienie wczorajszego wieczoru uśmiechnęła się szeroko, zrozumiał o co chodzi. odwzajemnił. usiadł obok. karmił ją jedzeniem i komplementami. mimo wszystkich przeciwności losu, było tak już zawsze, na zawsze.
|
|
 |
|
nie jestem jasnowidzem, ale potrafię doskonale wyobrazić sobie plan poniedziałkowego ranka i przedpołudnia. przyjdę do szkoły, jak zwykle niewyspana. powoli doczołgam się na pierwszą lekcję. wejdę do klasy przepełnionej rozradowanymi dziewczynami, na korytarzu spotkam podniecone laseczki. będą wszędzie. siądę do moich kobietek również rozochoconych tym pięknym dniem. walentynki. roznoszenie kartek, w które się nie bawię. dostanę kilka jak co roku, następne przyjdą pocztą, kumpele podarują mi lizaki i czekoladki. nie oczekują na rewanż, znają moje poglądy. na długich przerwach popłynie muzyka i słodkie życzenia. zakochane pary będą lizać się na środku korytarza. wszystko na pokaz, pod publikę. dobijający dzień.
|
|
 |
|
Abstrachujac od altruistycznych zagadnień metafizycznego pietyzmu nieadekwapnie
jestem gotów pokusię się o stwierdzenie że konwersacja z Tobą pobudza moje zmysły. ♥
|
|
 |
|
już niedługo moje szesnaste urodziny, jaka wielka szkoda, że nie spędzę ich w Twoich ramionach.
|
|
|
|