 |
|
Życie jest jak tandetny film. Szybko zdajesz sobie sprawę, że jest do dupy, ale i tak czekasz na coś ciekawego.
|
|
 |
|
a wszystko na co mnie stać to ta jebana szczerość. ~ Tetris
|
|
 |
|
przyglądała się całej sytuacji. cierpiała. to wszystko sprawiało jej ogromny ból, z którym nie mogła sobie poradzić. nie wytrzymała. 'mam dość!' - krzyknęła. w domu zapanowała cisza, a rodzice zwrócili na nią wzrok. 'po co daliście mi życie, skoro teraz nie potraficie mnie wychować ?! prawda jest taka, że nigdy nawet nie próbowaliście. w domu są wieczne awantury, przemoc, alkohol. nie takiego życia chcę! gdzie byliście kiedy pierwszy raz zdarłam sobie kolano? kiedy uczyłam się jeździć na rowerze ? kiedy wypadł mi pierwszy ząb ? kiedy nie miałam się z kim bawić ? kiedy ostatni raz byliście ze mną na spacerze ? kiedy wzięliście mnie na kolana, przytuliliście i powiedzieliście, jak bardzo mnie kochacie ? kiedy oglądaliśmy razem rodzinne zdjęcia? nigdy. dlaczego? bo żadnych nie mamy. nie daliście mi matczynej ani ojcowskiej miłości. nie daliście mi nic. - powiedziała przez łzy. rodzice nie raczyli popatrzeć jej się w oczy. wzięła bluzę i wyszła, trzaskając drzwiami.
|
|
 |
|
zostawił ją. zostawił na granicy życia i śmierci. odszedł. odszedł ze stwierdzeniem, że to nie ma sensu, że to się nie uda, że nie pociągną długo. jego nastawienie do związku było od początku negatywne. no tak. przecież najlepiej rzucić wszystko i mieć wyjebane. nie walczył o nią, o nich. był obojętny. a ona ? ona była w nim zakochana na zabój. zawsze starała się omijać kłótnie, starała się o wszystko. a teraz? teraz siedzi na łóżku i je nutelle, popijając frugo. wie, że nie da rady, że nie wytrzyma. przecież nic ją na tym świecie nie trzyma. już nic.
|
|
 |
|
nie wyprostowałam włosów, uwielbiałeś mnie w lokach. lewy nadgarstek zdobiła bransoletka od Ciebie. delikatnie wytuszowałam rzęsy, nadaremno. czarne ślady po minucie były widoczne na policzkach. jechaliśmy samochodem, dlaczego akurat wtedy musiała lecieć Twoja ulubiona piosenka? kaplica przy kościele. Ty. nigdy taki elegancki. pamiętasz jak mówiłeś że garnitur ubierzesz tylko na mój ślub? ostatnia ławka, nie byłam w stanie podjeść bliżej. przepraszam. łzy zamazywały widoczność, zalewały obraz. ostatnia modlitwa, ostatnie słowo do Ciebie. ostatnie kocham wypowiedziane chociaż w duchu. wzrok uniosłam ku niebu, przecież nie mogłam patrzeć na to jak znikasz bezpowrotnie.
|
|
 |
|
są dwa rodzaje związków, pierwsze - to takie, od których miłość czuć na kilometr, i do tych związków, nigdy się nie dotykam, ale są też takie, które jakby krzyczą: "zniszcz to, nikt długo płakać nie będzie", a ja - jako bardzo uczynna osoba - uwielbiam spełniać ich prośby
|
|
 |
|
- on ją kocha
- oh, nie wątpię, po prostu specyficznie jej to okazuje
|
|
 |
|
chociaż pogodziłam się z tym, że mnie odtrącił,
to jednak moje serce nadal się buntuje, szukając wyjscia...
zaspokajając tęsknotę - wypatrywałam go w każdym autobusie.
|
|
 |
|
nie rozumiem tylko jednego. płaczesz przez niego, a wciąż go pragniesz. - szepnęła, patrząc w lustro.
|
|
 |
|
przyznaj, że gdy słuchasz muzyki, to właśnie jego masz przed oczami..
|
|
 |
|
a On nie ma pojęcia ilu chłopakom dała kosza z Jego powodu. a to wszystko przez tą cholerną słabość do Niego i głupią nadzieję że coś z tego będzie.
|
|
 |
|
mam ochotę przytulić się do Ciebie jak małe dziecko i udawać, że po prostu się przykleiłam.
|
|
|
|