 |
|
co dzień to mocniej, zgadnij co.
|
|
 |
|
wspomnienia trzeszczą mi w głowie jak zakłócenia radiowe.
|
|
 |
|
nie czujesz, że jakoś do siebie bliżej nam?
|
|
 |
|
biorę bucha za tych, którym już nie ufam.
|
|
 |
|
to było jak bulimia. pakowanie w siebie kolejnych emocji, spotykanie się z Nim, aby nasycić się kolejną serią minut w Jego ramionach, czułych słów i buziaków w czoło. następnie te rozłąki, by wszystko 'wyrzygać', opróżnić się, zapomnieć-każda z czynności wykonywana nadaremnie, żeby potem znów otworzyć potencjalną lodówkę, określają jako miłość, znów wpychać w siebie do bólu żołądka, czy tam serca, jak kto woli.
|
|
 |
|
możesz nie witać się ze mną, nie musimy rozmawiać - nigdy nie wymagałam tego od Ciebie i nadal nie wymagam. zapomnij o tym, że połączył nas jakiś krótki epizod jak i ogólnie, że się znamy, skoro Twoje ego nie znosi wspomnienia tego, jak to ja, nie Ty, skończyłam to wszystko. jedyne, czego oczekuję to szacunek. przestań zachowywać się jak urażony gówniarz, frajerstwem się po prostu na dłuższą metę nie imponuje.
|
|
 |
|
stwierdzam melanż, bo piątek.
|
|
 |
|
spontaniczność utonęła w pustej butelce po winie.
|
|
 |
|
nic już nie było jak dawniej na pewno.
|
|
 |
|
jaką mają wartość skoro nie możesz spojrzeć im w oczy?
|
|
 |
|
po paru tygodniach znów znalazłem się u niej, serce wygrało z rozumem.
|
|
 |
|
widocznie okazaliśmy się całkiem fajni, odtąd była z nami zawsze, gdy był dobry melanżyk.
|
|
|
|