 |
|
nie wiem o której wstajesz rano, jaką lubisz kawę, co robisz popołudniami, ale jedno wiem na pewno, chcę Cię poznać i to zaraz.
|
|
 |
|
jakim wariatem trzeba być, żeby o ósmej pisać z pytaniem o cechy parzydełkowców.
|
|
 |
|
za dużo wspólnego, żeby nagle żyć osobno?
|
|
 |
|
mając zamknięte oczy wytężałam bardziej wszystkie inne zmysły. nachylał się ku mnie na tyle, że Jego oddech delikatnie drażnił mnie po policzku. szeptał. "powtarzałam" Jego słowa, ruszając jedynie wargami. czułam jak lekko muska palcami moje usta, czytając z nich wszystko. - uwielbiam Cię... - powiedział, a ja posłusznie powtórzyłam, jednocześnie wyczuwając jak Jego oddech staje się nierównomierny. - nie powtarzaj: nie zasłużyłem na Ciebie, a Ty zasłużyłaś na wiele więcej. - dziwnie byłoby mieć więcej niż wszystko - "odparłam". Jego wargi, przylegające teraz do mojego ucha, wygięły się w uśmiechu.
|
|
 |
|
zamknął pole widzenia swoją osobą. zasłonił tą stronę do której moje oczy odbiegały najbardziej. nie zauważając nawet tego, jak zmiękły mi kolana i zadrżały wargi, pojawił się z uśmiechem i przywrócił gorzką myśl, iż jest jedyną osobą, która zdoła odciąć mnie na dobre od przeszłości, nie da zapomnieć, lecz pozwoli żyć normalnie, pamiętając.
|
|
 |
|
nie miałem racji myśląc, że będzie dobrze.
|
|
 |
|
dałem wiarę, że odezwiesz się zanim zaśniesz.
|
|
 |
|
wiedziałem, że coś musiało się wydarzyć.
wybiegłem prędko, nie wytrzymałbym tego stresu.
|
|
 |
|
po tej stronie raju, która wcale nie jest rajem.
|
|
 |
|
wśród buntu miłości realizmu i bajek.
|
|
 |
|
damn it! musimy tyle rzeczy ogarnąć.
|
|
 |
|
choć teraz potrafię już docenić czas,
ale nienawidzę go za to, jak nas zmienił.
|
|
|
|