 |
|
tu ból oddycha aksamitem.
jesteśmy tylko ciszą białym wierszem pełnym czarnych liter,
odbitym mitem, gdy lustro gubi geometrię,
|
|
 |
|
może proszę o zbyt wiele, ale czuje to co ty
|
|
 |
|
karmię wstyd, skoro świt,
marszczy brwi zanim wyznam ci,
proszę otrzyj łzy
|
|
 |
|
życie rodzi się w bólach, ty...
daj mi żyć gdy akurat nie mam sił by
żyć, taka natura
|
|
 |
|
w agonii
choć traci siłę w monotonii, roni łzy,
dziś diabeł wręczył Ci w jedną stronę bilet myśli
|
|
 |
|
wczoraj czułeś smak ust i puls, dziś nie czujesz nic już
|
|
 |
|
Chcę zasypiać otulona Twoim oddechem. Czuć Twój zapach wtulając twarz w miękkość kołdry. Mieć Cię, gdy ciemność spowija ulice i kiedy poranek puka w okno.
|
|
 |
|
na ustach smak cierpkich słów z przeszłości
|
|
 |
|
schylić głowę nisko, gdy wypada, czuć łzy na policzkach
|
|
 |
|
nawet, gdy zostanę sam będę wierzył, że warto
|
|
 |
|
zostawiam więzy, wola odzyskała niepodległość,
siłę i pewność, jeśli czujesz to chodź ze mną
|
|
 |
|
Mam nadzieję, że cierpisz. Że nienawidzisz ludzi, świata i tego 'po nas', które jest. Liczę na to, że nie możesz się odnaleźć, nic Ci nie wychodzi i nadal żyjesz wspomnieniami. Wierzę, że tęsknisz i zawsze będę kimś wyjątkowym. Nawet jeśli ta miłość sama w sobie dawno już odeszła w zapomnienie.
|
|
|
|