 |
|
siedziała, bezwładnie przy szpitalnym łóżku, trzymając go za wilgotną od drgawek, dłoń. jej źrenice, były rozszerzone do granic możliwości. wyglądały jak dwa ogromne kubki, czarnej kawy, którą tak uwielbiała. była przy nim. patrzyła na setki, podłączonych kabli do jego odrętwiałego ciała, nieusilnie próbując powstrzymać się od łez. pochyliła się delikatnie nad jego głową. jeden z kosmyków jej włosów, opadł bezwiednie na jego sine czoło. 'wszystko będzie dobrze.' - wyszeptała do jego, ucha z nadzieją, że słyszy. właśnie wtedy, rozległ się pisk. maszyny zaczęły wariować, a kilku lekarzy nerwowo, wbiegło do sali. nie wiedziała co się, dzieję. reanimowali go. stała przy szpitalnym łóżku, nie mogąc złapać oddechu. 'nie możesz mi tego zrobić, rozumiesz?! nie możesz!' - krzyczała pełna amoku, uspokajana przez pielęgniarkę. maszyny się zatrzymały. lekarz ze stoickim spokojem, kazał zanotować pielęgniarce godzinę zgonu. 'Ty skurwysynu' - wyszeptała, osłaniając się na nogach. zemdlała.
|
|
 |
|
kiedyś, marzyłam o tym, żebyś spojrzał na mnie, chociaż ukradkiem. abyś chociaż na krótki moment, zwrócił swoje błyszczące źrenice w moją stronę. dzisiaj kiedy, pożerasz mnie wzrokiem, pełna satysfakcji odgarniam, swoje blond włosy z ramion. napawam się Twoim cierpieniem. uwielbiam, tą subtelną formę sadyzmu.
|
|
 |
|
był mężczyzną, który przepraszał, mnie kiedy miałam zły humor. miewał wyrzuty sumienia, gdy przyniesione do łóżka przez niego kakao, poparzyło moje spierzchnięte wargi. mężczyzną, który przenosił mnie nad kałużami w obawie o zmoknięcie moich trampek i skrupulatnie, witający mnie każdego poranka pocałunkiem, twierdząc, że bez tego śniadanie nie ma smaku.
|
|
 |
|
a jak będę umierać to się uśmiechnę i powiem : Kurwa fajnie było !
|
|
 |
|
jeszcze dwa miesiące temu , uważałam , że mimo chujowego sierpnia , to były moje najlepsze wakacje . dzisiaj ? wolałabym ich nie pamiętać , bo wspomnienia z lipca ranią zajebiście mocno . nawet sobie nie wyobrażasz jak mocno . / tymbarkoholiczka
|
|
 |
|
pole trójkąta z wysokości 5cm, i boku na który pada - 4cm to... jak On kurwa mógł?!'. sięgam po korektor. po około minucie kumpela wciska mi w dłoń zwiniętą karteczkę. rozwijam. 'co Ty robisz? pomóc Ci w jakimś zadaniu, bo mnie trochę wkurza to Twoje ciągłe używanie korektora.'. sięgnęłam po długopis. 'POWIEDZ MI TYLKO, JAK ON MÓGŁ, DO CHOLERY?!', odpisałam, drżącą dłonią
|
|
 |
|
znowu patrzysz na mnie tak jak kiedyś.. proszę cię, przestań.
|
|
 |
|
-Jak tam Paweł? Przebaczyłaś mu już -Paweł to kretyn. Ot co. Choćby nie wiem, jak mnie przepraszał, nie przeprosi przecież za to, kim jest.-Czy to znaczy, że przebaczyłaś mu, czy nie? -To znaczy, że go zaakceptowałam. W końcu tego wymaga miłość. |pololoidalna
|
|
 |
|
czerwone szpilki, gustownie dobrana biżuteria. delikatne perfumy i perfekcyjny makijaż. pierś do przodu, tyłek do tyłu i idę walczyć ze światem, który jeszcze tak nie dawno nadepnęłam, gdy leżał bezwładnie u moich stóp.
|
|
|
|