 |
Przeszliśmy piekło, jak to inaczej nazwać.. Dziś jesteś ze mną, więc droga była tego warta.
|
|
 |
Jeśli Ci się wydaje, że się do mnie zbliżyłeś, czeka Cię piekło- dziecko, prościej tego nie ujmę.
|
|
 |
przecież sobie nie poradze.. już nie, nie poradze sobie z tym, że on ją kocha.. nie dam rady...
|
|
 |
i znowu noc z nim, zero bliskości, jedynie słowa, które nic nie znaczą, jedynie rozmowa "o niczym", choć dla mnie jakby o wszystkim.. jedynie jej imię w jego ustach, mowa o jej zaletach i o tym, że ją kocha. co ja głupia sobie myślałam ? że te jego czułe słówka, które wypowiadał rok temu były prawdą? że naprawdę kiedyś będę tylko jego? a on tylko mój? głupia, mała dziewczynko, nie dasz sobie teraz rady..
|
|
 |
Trafiają się kobiety z defektem moralnym, niezdolne kochać nic i nikogo, prócz swoich przelotnych kaprysów.
|
|
 |
– Z dziesięciu tych, którzy mi się oświadczają, wybieram jednego, który wydaje mi się najciekawszym, bawię się nim, marzę o nim...
– A potem?
– Robię przegląd następnej dziesiątki i wybieram nowego.
|
|
 |
Się udaje.Z nowym rokiem przyszły zmiany.Więcej sportu.Duuużo mniej zioła.Zdecydowanie mniej.Zero fajek.Jest lepiej.Lux.Udaje mi się.
|
|
 |
mam burdel w głowie. od zawsze. zawsze miałam te swoje pierdolone rozmyślenia. zawsze miałam racje. nawet wtedy, gdy najbardziej w świecie pragnęłam się pomylić, ale nie, nigdy, nigdy, nawet raz, kurwa. nie lubię tego w sobie. nie lubię mieć racji. nie lubię myśleć. to nic dobrego nie przynosi. jedynie poszerza moje chamstwo. moje myśli są pojebane. ja jestem popierdolona na wylot. zasadnicza a zarazem niepohamowana. nic we mnie nie jest do końca dobre. wszystko to czysty blef. mogę umiejętnie wmawiać ci co tylko zechcę i być przy tym beznadziejnie pewna że mi uwierzysz. / niechcechciec
|
|
 |
"Mnie trzeba oswajać latami przyjaźni lub szaleńczym opętaniem."
|
|
 |
(...)wychodzić wieczorem z domu, przesiadywać w stałych miejscach, z ludźmi, którym ufasz i na których możesz polegać. to jest właśnie prawdziwe szczęście, nie jakieś tam kilka chwil spędzonych w pierwszych lepszych ramionach z nieszczerym uśmiechem na twarzy. / niechcechciec
|
|
 |
nie masz pojęcia, jak bardzo raniłam - zjawiałam się znikąd, uśmiechałam się, żartowałam, rozmawiałam i oni wszyscy w pewnym momencie chcieli czegoś więcej, czegoś czego ja nie miałam. chcieli pragnienia, pożądania, miłości, a ja byłam pusta. traktowałam ich wszystkich jak kolegów, a oni wymyślali sobie niestworzone historie i te chore związki, na które jestem strasznie uczulona. chcieli mnie ograniczać, mieć na wyłączność, więc zwyczajnie spieprzałam, czasem w ostatniej chwili, w ostatnim stadium przed zakochaniem, ale spieprzałam. jak mogłam im dać, coś co sama oddałam, coś czego nie posiadałam już od dawna. no jak..nie miałam wyjścia, musiałam odejść, pomimo, że to tak bardzo ich bolało. / niechcechciec
|
|
|
|