 |
|
Tutaj czasem bywa niewąsko, chleje się wódę szklankami, ten kraj jest Polską.
|
|
 |
|
chcę się budzić obok Ciebie rano punkt szósta, iść do pracy niosąc smak miłości na ustach .
wiedzieć, że to życie, a nie historie z bajek, mieć pewność, że to nie sen, że kochamy się nawzajem .
|
|
 |
|
widzisz mnie codziennie obok siebie zanim zaśniesz, jak ja kocham to uczucie, kiedy wstaję rano,
kiedy mnie oplata Twoje nagie ciało, kiedy moje ciało Twoje ciało pieści,
jak to w kilku zdaniach można tak naprawdę streścić ?
|
|
 |
|
Wiesz, że nie jaram, weź za mnie bucha, głęboko w płuca za wszystkie nasze dni .
|
|
 |
|
to wspomnienie po części mnie tworzy. może gdyby nie te ciągłe sytuacje, powtarzające się nienagannie co jakiś czas, byłabym teraz kimś innym. czułabym coś innego, myślałabym o czymś innym. może mogłabym płakać? może po prostu nadchodzi taki czas, że w pewnym momencie łez już po prostu nie wystarcza? po prostu nienawiść do innych, wykańcza nasze dobro, które powinno być w środku?
|
|
 |
|
dlaczego nienawiść i zazdrość pochłania nas w coraz większej ilości? dlaczego od nieznających nas ludzi dowiadujemy się niestworzonych rzeczy na nasz temat? bije od nich zawiść do nas, ale za co? dlaczego tak często nienawidzimy bliskich? dlaczego wolną wolę - tłumaczy się teraz jakby to było coś złego? dlaczego wybieramy zło, mając do wyboru również dobro?
|
|
 |
|
czy piosenka może być wzruszająca? myślę, że raczej nie. wzruszające mogą być wspomnienia, które Ci się z nią kojarzą. czy jakikolwiek film może spowodować płacz, tak bez powodu? czy po prostu płaczemy, nad losem innych, bo uświadamiamy sobie, że inni mają gorzej. uświadamiamy sobie, że jest tyle zła, które stworzył Bóg. a przecież każdy ma wolną wole, nieprawdaż?
|
|
 |
|
teraz moge potwierdzić smutek. mege zrzucić winę na listopad. teraz moge płakać, ale czy potrafie?
|
|
 |
|
Dopijam zimną już kawę i znów dziwne kminy, i mam takie schizy, tak mi niedobrze, tak rozpierdala mi serducho Piechocki w głośnikach - i to kolejna schiza, bo ja nie mam serca. I na szybko napisana wiadomość, gotowa do wysłania, zaproszenie z chorymi zamiarami, znowu cholera, znowu... I adresat już jest, i to wcale nie Jego numer.
|
|
 |
|
Jestem nienormalna, walcząc o coś, kiedy wszyscy na starcie to przekreślają. Wątpić i w sumie pierdolić te miesiące, gdy inni zaczęli wierzyć, że no cholera, może i wyjdzie.
|
|
 |
|
Była do mnie doczepiona jakaś umowa, czy ktoś dał ostro Cię wychujał reklamą na mój temat? Przebrnij przez encyklopedię mojej osoby i wypisz sobie wszystkie mankamenty, które wykluczają mnie z pozycji Twojego ideału. I rób co chcesz. Pakuj się nie dopijając kawy, albo dopij, albo zostań. Tylko nie licz na to, że zacznę Ci dziękować, bo dalej mnie znosisz i że coś się zmieni, bo to co czuję to jedno, a to, co robię po wpływem emocji to inna kwestia. I mam tą dziwkarską sposobność, że którejś nocy po prostu wykładam serce na stolik nocny i zasypiam w innych ramionach, jak Twoje mnie ranią. Albo nudzą.
|
|
 |
|
Na pamięć nauczyłaś się przez te miesiące Jego ciała. Znasz każdy zarys mięśni Jego brzucha, całą paletę Jego uśmiechów, długość palców. Wiesz z jakim naciskiem oplata swoją dłoń wokół Twojej, jak Jego nos dopasowuje się do Twojego podczas pocałunku. Policzyłaś wszystkie pieprzyki na Jego ciele. Pamiętasz uwagę, z jaką słuchał Twoich opowieści i masz poczucie, że opowiadałaś Mu o całym swoim życiu, będąc szczera bardziej, niż na spowiedzi. Mówiłaś Mu o swoich schizach, nad ranem przelewałaś do Jego świadomości swoje sny i mówiłaś Mu, kiedy się bałaś, kiedy miałaś ochotę być czysto niemoralna, a kiedy chciałaś po prostu, by Cię przytulił i milczał. Twój organizm przyjmował kolejne dawki, ten człowiek wnikał w Ciebie, ekstaza, drgawki gdy brakowało towaru na wyciągnięcie ręki. Papieros i kawa, nie ma Go; o jakiej Ty normie mówisz?
|
|
|
|