 |
|
Siedzisz obok niego i wiesz, czujesz, że to jest właściwe, że tego chcesz, że to właśnie tak powinno być, czujesz że go kochasz, po prostu, to przychodzi samo, i to jest tak naturalne jak fakt że masz 12 par żeber i jak to, że dzisiaj też był wschód słońca albo jak to,że w Twojej klatce piersiowej nakurwia bez przerwy mięsień, który teraz należy tylko do Niego.
|
|
 |
|
Byłeś niczyj, byłeś mój, a potem swój byłeś. Kim jesteś teraz? Za cholerę tego nie wiem.
|
|
 |
|
Bawię się ludźmi, bawię się wszystkim, uciekam od konsekwencji, nie przejmuje się, staram się tylko ładnie wyglądać skoro zrezygnowałam z myślenia.
|
|
 |
|
Chcę coś zmienić, chcę żeby było lepiej, chcę w końcu zacząć żyć inaczej, ale nie mogę, przeszłość mnie trzyma, a raczej to ja boję się pozwolić jej odejść.
|
|
 |
|
Nie mam poczucia własnej wartości i jem 2 tabletki na śniadanie. Oddałabym życie za miłość choć nie umiem w pełni okazywać jej osobie, którą kocham, umarłabym bez przyjaciół, a są dni gdy muszę zmuszać się choćby do 5 min rozmowy z Nimi, spotykam się z 3 kompletnie obojętnymi mi kolesiami naraz, jestem dziwna, nie zrozumiesz mnie.
|
|
 |
|
Kurwa mać, dlaczego ja bez przerwy płaczę?!
|
|
 |
|
Nie czuje nic, nie myślę o niczym, mam wszystko gdzieś i jest mi z tym zwyczajnie dobrze.
|
|
 |
|
zacisnęłam dłoń na bluzie naszego wspólnego kumpla. - powiedz mi, gdzie On jest. - syknęłam mierząc Go twardym spojrzeniem. - nie chcesz wiedzieć. - pokręciłam głową. - muszę wiedzieć. - westchnął pod nosem po czym podał mi kask, drugi wcisnął sobie na głowę. wyciągnął motor z garażu, a kiedy już na Niego wsiadł - usiadłam za Nim. mknąc kolejnymi ulicami w efekcie dotarliśmy na miejsce. - cholera... żartujesz. - szepnęłam hamując łzy. - chciałbym żartować. - odparł biorąc mnie za rękę i ściskając ją mocno w swojej. chwilę później zaprowadził mnie do celu, a ja byłam pewna, że nigdy nie chciałam się tu znaleźć. Jego imię, nazwisko, data narodzin i śmierci. zachmurzone niebo rozdarł mój krzyk, i nie czułam nawet spadających kropel deszczu uderzających boleśnie o moje ciało. - chodź. - prosił, jednak już nie słuchałam. moje serce umarło.
|
|
 |
|
nigdy nie zapomnę powrotu tutaj, kiedy siedziałam w jednym z przedziałów pociągu wpatrując się w obiekty za oknem ze wspomnieniem tego, jak z kamienną twarzą podał mi mój bagaż na stacji, musnął swoimi wargami moje i ostatni raz przycisnął mnie do siebie. jak przytrzymując o kilka sekund dłużej, niż normalnie wyszeptał mi do ucha krótkie 'do zobaczenia, obiecaj', a mi zwyczajnie gula w gardle odjęła mowę. jak przez łzy skinęłam jedynie głową i dopiero wchodząc do środka dobyłam do okna po czym odnajdując Go w tłumie wypowiedziałam to bezgłośne 'obiecuję'. jak rozdzierałam się od środka uzależniona od arytmii Jego serca, wypuszczając na policzki kolejne łzy.
|
|
 |
|
Mam się dobrze, to nic, że chce umrzeć, świetnie się mam.
|
|
 |
|
nie lubię wiśni, ale jeden raz smakowały przyzwoicie - w Jego ustach.
|
|
 |
|
Że Cię nienawidzę, nie znoszę, nie cierpię, że nie chce Cie widzieć, słyszeć, ani nawet czuć, że nie chcę już niczego poza tym, żebyś kurwa nie wchodził mi więcej w drogę. Tylko tyle chciałabym Ci powiedzieć.
|
|
|
|