 |
|
daj mi odwagę, by zmienić to, co zmienić mogę, i daj mi siłę, by pogodzić się z tym, na co nie mam wpływu. i naucz mnie odróżniać jedno, od drugiego.
|
|
 |
|
poznaj ciemne zakamarki swojej kruchej psychiki jestem głosem, który powtarza ci że jesteś nikim.
|
|
 |
|
- mam taką zjebaną choinkę! - co z nią nie tak? - tylko ją dotknę i spadają szyszki!/incalculable & dariusia27/
|
|
 |
|
I mam nadzieję, że ci petarda rękę urwie w noc sylwestrową szmato.
|
|
 |
|
bo wiesz miłość nie umiera. zdarza się jej czasem zdrzemnąć, ale zwykle budzi się jeszcze silniejsza.
|
|
 |
|
Pamiętasz?byłeś moim pierwszym chłopakiem,z Tobą pierwszy raz się całowałam,to z Tobą pierwszy raz zajarałam i wyjebałam 7 browarów na raz.To Tobie pierwszemu opowiadałam swoje dzieciństwo,to Tobie pierwszemu powiedziałam dlaczego jest mi źle.To Ty pierwszy pokazałeś mi miłość do rapu,to z Tobą pierwszy raz nie wróciłam na noc do domu.To Ty jako pierwszy skłoniłeś mnie do kupienia baggów.To przez Ciebie pierwszego przepłakałam kilka nocy z rzędu,to przez Ciebie pierwszy raz się cięłam i to przez Ciebie pierwszego miałam myśli samobójcze.Tak to Ty byłeś moim pierwszym./fest
|
|
 |
|
wybiegł za mną zostawiając głośną muzykę, panienki do zaliczenia, alkohol, znajomych. wyciągnął mi z ust papierosa, którego w pośpiechu odpaliłam. - po pierwsze, kurwa, jeszcze jedna fajka, to się zajebię ze świadomością, że jest moją winą. - chwycił mój nadgarstek patrząc z żalem, przełknął ślinę. - po drugie, do chuja, co to za taktyka? szukamy idealnego sposobu jak spierdolić wszystko, jak postąpić, żeby za kilka lat najmocniej żałować? niefajne, bosko nieciekawe. - wzięłam głęboki oddech, próbując się oddalić. - pogadamy na trzeźwo. - wydobyłam w końcu z siebie, na co pokręcił głową. - może pierdolę od rzeczy, zapewne nic mi się nie składa, no bywa. znasz mnie, żaden romantyk. kocham Cię. po jednym piwie, trzech, dziesięciu. na trzeźwo.
|
|
 |
|
ogrzewając schłodzone koniuszki palców o gorący kubek kakao, siedzę na łóżku, skulona pod ciepłym kocem. moje zmarznięte stopy rozgrzewa pies, a płynącą krew w ciele nakręca nuta Małpy. czytam kolejny rozdział książki i po każdym z dobranych przez autorkę słów, coraz bardziej współczuję bohaterce. gdzieś w elementach Jej charakteru odnajduję siebie i rady, które przez cały czas dawałam Jej, zamierzam zastosować ku sobie. ale po chwili dochodzę do wniosku, że przecież się nie da. bo ona nie była typem egoistki, która potrafi obrazić się za nic na cały świat oraz osobą, która kocha naiwnie wierząc ludziom
|
|
 |
|
nic nie zostało z moich marzeń z moich planów zobacz
|
|
 |
|
stanęliśmy przed drzwiami jego domu. wyszła jego mama dziękując, że przyjechaliśmy i ostrzegając, że jest z nim źle. weszliśmy do jego pokoju, cały stolik był zawalony puszkami po piwie, na podłodze i parapecie po dwie popielniczki pełne petów, on siedział na kanapie z przygotowaną kreską na stoliku, twarz miał całą zadrapaną i posiniaczoną. - Paweł.. - wyjąkałam siadając obok niego i przytulając go. rozpłakał się, pierwszy raz widziałam w jego oczach łzy. - jak jest? - zapytał. - jakoś dajemy radę. - syknęłam. odpalił szluga i wyszedł na balkon, kumpel poszedł za nim przegadując mu, żeby się wziął w garść. wszedł do pokoju i robiąc zamach zwalił wszystko ze stołu krzycząc, że nie zamierza normalnie żyć kiedy jego przyjaciel nie żyje. spojrzałam w jego zjarane oczy i nie poznałam go, to nie był ten sam wiecznie uśmiechnięty koleś który zawsze miał dużo do powiedzenia, to był załamany i zdołowany chłopak który obwiniał każdego za śmierć przyjaciela.
|
|
|
|