 |
|
przez życie bo lecę sobie jak pojeb, aż mnie, kurwa, nosi i nie zapowiada się raczej na spadek w ogóle
|
|
 |
|
walczę ze sobą w każdy dzień, tutaj codziennie
|
|
 |
|
mam ochotę na picie, myślą, że mnie zjedzą, jestem przesiąknięty tym do szpiku kości
|
|
 |
|
myślę, że to wszystko tylko praca i myślenie, a nie że jesteśmy do tego stworzeni, kiedyś nie mogliśmy nic zrobić dziś nie ma nic, czego nie możemy
|
|
 |
|
ta studnia jest bezdenna, nauczyłem się czerpać nawet, jeśli na powierzchni pływa syf
|
|
 |
|
nie musisz powtarzać reguł, znam je dobrze, ale że cokolwiek w ogóle będzie mi, kurwa, dyktowane, zapomnij
|
|
 |
|
życie potrafi ranić, jak ludzie którym ufamy mimo, że obiecywali, że zawsze już będą z nami, nie ma co się żalić, ani kogokolwiek ganić, trzeba iść wciąż drogą, choć stopy zaczęły krwawić
|
|
 |
|
już na zawsze będę więźniem swego umysłu, tych kajdan nie da się ściągnąć, trzeba nauczyć się z nimi żyć, mimo porażek, mimo strachu pozostaje mieć tylko nadzieję
|
|
 |
|
rzeczywistość ma cyfrowe błędy
|
|
 |
|
mam kaca i myślę: choć i zrób mi jakaś krzywdę
|
|
 |
|
po co patrzeć w oczy jak można kłamać? iść wymagać, być złym i innym już nic nie dawać, już nic nie myśleć, choć przez chwile nic nie myślę
|
|
 |
|
chciałam umrzeć, a nie udało mi sie nawet zasnąć
|
|
|
|