 |
|
Jak ziomuś się skończyły ich wspólne wojaże
Nie czaję, ale zdaje się, że nie pod ołtarzem
Już ich nie spotykam razem ani osobno
Zniknęli, przepadli jak kamień w wodę podobno
|
|
 |
|
Nie chciała od niego nic prócz bycia przy nim
Ten naćpany kretyn nigdy tego nie rozkminił
|
|
 |
|
Patrzysz na mnie rozumiejąc moje wady. Nie boisz się być ze mną, jesteś przy mnie bez obawy.
|
|
 |
|
Nadejdzie czas rozliczeń to podziękuję wrogom. Tu miłość, nienawiść sypiają wciąż ze sobą. Poczekaj kurwa jeszcze się odkuje, mówię co czuje, niczego nie żałuje.
|
|
 |
|
Niewielu szczerych spotkasz na tej samej ścieżce, polegać na sobie od zawsze było najbezpieczniej.
|
|
 |
|
szczerość jej boskim darem lecz używaj jej z umiarem pomyśl dwa razy zanim coś bliskiemu powiesz pytanie czy bolało tego nigdy się nie dowiesz
|
|
 |
|
droga przez cierpienie, chłód i ból. nigdy jak niewolnik, zawsze jak król!
|
|
 |
|
moim dobrym imieniem nie wycieraj nigdy gęby, dam palce pod tasak - zawsze swego pewny.
|
|
 |
|
bezpowrotna przeszłość, dlatego mnie smuci. to wszystko minęło, nigdy już nie wróci.
|
|
 |
|
mgła już opadła, wszyscy zawiedli. rozczarowanie - to chleb powszedni.
|
|
 |
|
czujesz tą chemię nadpsutych przyjaźni?
|
|
 |
|
musisz iść. wbrew przeciwnościom tego świata. idź nawet jak nie masz już do kogo wracać.
|
|
|
|