 |
|
był moją północą, południem, wschodem i zachodem.
|
|
 |
|
a czasem upadamy tylko po to, by zobaczyć kto nas złapie.
|
|
 |
|
uwielbiam, gdy oddychasz ciężko i intensywnie wśród trzydniowego zarostu.
|
|
 |
|
kiedyś tamta ławka była nasza.
|
|
 |
|
czarny warkocz okalający głowę, który rozpuszczała w chwilach sprzyjającym rozpuście.
|
|
 |
|
Twoja radosna mina oraz scena gdy zdmuchujesz świeczki z truskawkowego torta wszystkie razem, świadomość,że w życzeniu które pomyślałes na pewno znajduje się choć kawałek mnie, zaskoczenie i Twoje szczęście to bezcenne. Głośno śpiewane sto lat bez znaczenia czy ktoś fałszuje, zero alkocholu poprpstu energia czerpana z pozytywnej atmosfery.
|
|
 |
|
cz.2. Bez słowa wstała i biegiem ruszyła do auta. Usiadła i trzasnęła drzwiami. Ten jego formalny, bezuczuciowy ton poruszył ją najbardziej. Łzy spływały strumieniami a ciałem targały konwulsje. Podróż bez słów w letnią noc przyniosła obojgu odczucie, że tracą coś niepowtarzalnego. Bezpowrotnie. Podjechał pod jej dom. -Żegnaj.- powiedział. Gwałtownie się do niego przysunęła całując go namiętnie, przejeżdżając palcami po karku. -Żegnaj.- powiedziała drżącym głosem, wysiadła i zamknęła drzwi samochodu. Ruszyła w stronę furtki tylko raz obróciwszy się. Przypatrywał się jej zdezorientowanym, mglistym wzrokiem. Spojrzała przed siebie. Z piersi wyrwał się zduszony szloch zwiastujący najdłuższą noc jej życia.
|
|
 |
|
cz.1 Złapał jej dłoń, a ona, trochę się wahając, oparła głowę na jego ramieniu. Światło księżyca odbijało się w niezmąconym lustrze wody. W powietrzu unosiło się napięcie, coraz bardziej ciążyła im cisza. -Powiedz coś.- szepnęła w końcu zamykając oczy. -Nie powinniśmy byli tu przyjeżdżać. Nie jesteś dla mnie, Mała. Próbowała zagłuszyć ten cichy, delikatny głosik, który jej podpowiadał, że nie są sobie przeznaczeni. Prawda uderzyła teraz boleśniej, w oczach zaiskrzyły się łzy. Spokojnie gładził jej rękę, jakby to co powiedział nie miało najmniejszego znaczenia. Ona również nie podniosła głowy, chciała mimo tego bólu przeszywającego ją na wskroś by ta chwila trwała wiecznie. Po jakimś czasie poruszył się i puścił jej dłoń. Wstał i rzekł bezbarwnym tonem : -Chodź, odwiozę cię do domu. Późno już.
|
|
 |
|
Skaż mnie na wieczne szczęście. Nie będę żądała adwokata. Nie zamierzam się bronić.... / magicznaaa
|
|
 |
|
Życie to nie gra, nie daj się wylogować ! ♥ / Sala samobójców.
|
|
|
|