 |
|
Ja i Ty ubierzmy dziś to w proste słowa i ustalmy to by uniknąć rozczarowań
|
|
 |
|
paranoja trzyma w szponach, nigdy nie puszczała
|
|
 |
|
jestem jeszcze zakochany resztkami bezsensownej miłości i jest mi tak cholernie smutno teraz
|
|
 |
|
coś mnie zabija, ja nie wiem czemu mówisz, że zabijam chyba tu sam siebie
|
|
 |
|
umiałem kochać i cholera, doskonale wiedziałem co to miłość
|
|
 |
|
chciałbym, żeby kiedyś ktoś tak na mnie czekał, że z tej wielkiej tęsknoty nie mógłby zasnąć
|
|
 |
|
kilka razy wychodziłem na dach, nie wiem po co, może po to by skoczyć
|
|
 |
|
nie powiem jak mi ciebie brak, bo nie ma takich słów
|
|
 |
|
umieram, bo to wszystko tu niszczeje, gnije i nie masz tu nic trwałego poza tęsknotą za trwałością,
bo już nie jestem z tego świata i może nigdy z niego nie byłem
|
|
 |
|
chciałem unieść wszystkie nieszczęścia świata ludzi. i zwariowałem
|
|
 |
|
cały zbudowany jestem z ran
|
|
 |
|
Wszytko zapisane gdzieś w ruchu planet
Jak ma być tak jest
Pogódź się z tym, amen
Nawet jak tracisz cel, doceń każdy poranek
A życie wróci wiarę
|
|
|
|