 |
|
Przyjaźń jest najpiękniejszym ze wszystkich prezentów, jakimi możemy zostać obdarowani aby szczęśliwie ukształtować swoje życie.
|
|
 |
|
Banalny słońca wschód, przewidywalny zachód, poranki nie cieszą mnie, rozczarowują noce. Już wiem, że nigdy nie będziesz mój.
|
|
 |
|
Zupełnie jakby jej ciało stało się jedną wielką układanką (...) którą zaczęła od rogów i krawędzi ponieważ to było najprostsze, ale wszystkie te elementy były już na swoich miejscach i teraz musiała je uzupełnić pozostałymi, tymi najtrudniejszymi. Niestety nic, czego dokonała do tej pory, nie zdoła zapełnić wyrwy w jej sercu; Tę cześć układanki należało dopiero odnaleźć
|
|
 |
|
Umykał z jej głowy i desperacko próbowała temu zapobiec. Celowo myślała o nim każdego wieczoru przed pójściem spać, w nadziei, że jej się przyśni. Kupiła nawet jego ulubioną wodę po goleniu i rozpylała ją po domu. Czasami zdarzyło się, że jakiś znajomy zapach albo piosenka przenosiły ją do innego czasu. Szczęśliwszego czasu
|
|
 |
|
Muszę po prostu zrobić coś, na co nie mam ochoty. Ale z drugiej strony jednak chcę zrobić, przez co jeszcze bardziej tego nie chcę, bo wydaję mi się nie właściwe, choć takie nie jest
|
|
 |
|
Lubię gdy kwitną kasztany.Wtedy wraca nadzieja,że może przeżyjemy to jeszcze raz.
|
|
 |
|
Ona może mieć prawie każdego.
Z dziesięciu mężczyzn dziewięciu ulega
jej urokowi, nie mogąc się jej oprzeć.
Szkoda tylko, że ona kocha właśnie tego dziesiątego.
|
|
 |
|
Zastanowiłam się, jak długo jeszcze będę tak cierpieć. Może pewnego dnia, za kilkadziesiąt lat- jeśli ból miał zelżeć kiedyś na tyle, żebym mogła lepiej go znosić- uda mi się ze spokojem wspominać te kilka krótkich miesięcy składających się na najszczęśliwszy okres w moim życiu. Wspominać, wdzięczna za to, że poświęcono mi choć trochę czasu. Że dano mi więcej, niż na to zasługiwałam. Cóż, może pewnego dnia miało być mi dane tak to oceniać. Ale co jeśli rana miała się nigdy nie zagoić? Jeśli ból miał towarzyszyć mi do końca moich dni?
|
|
 |
|
Tym razem tylko przypomniałam sobie Jego słowa, nie usłyszałam ich w głowie. Równie dobrze mogłabym patrzeć na nie wydrukowane na kartce papieru. Były to jedynie słowa, zbitki głosek lub liter, ale raniły jak sztylet. Zacisnęłam z bólu zęby.
|
|
 |
|
Od ponad kwartału starałam się o Nim nie myśleć, nie oznaczało to jednak, że starałam się o Nim zapomnieć. Nieraz nad ranem, kiedy z braku snu słabła moja silna wola, martwiłam się, że wszystko mi się wymyka. Moja pamięć była jak sito. Wzdrygnęłam się na myśl o tym, że pewnego dnia już nie przypomnę sobie koloru Jego oczu, chłodu Jego skóry, tembru Jego głosu. Nie wolno mi było tych cech wspominać, ale moim obowiązkiem było o nich pamiętać. Dlaczego? Ponieważ, aby dalej żyć, nie mogłam przestać wierzyć, że mój Towarzysz naprawdę istniał. Zbrojna w tę wiarę, byłam gotowa zmierzyć się z każdą odmianą cierpienia.
|
|
 |
|
Nie pozwalałam sobie myśleć o Nim. Przywiązywałam dużą wagę do przestrzegania tego zakazu. Oczywiście zdarzało mi się go łamać- nie byłam święta- ale szło mi coraz lepiej. Potrafiłam unikać bólu przez kilka dni z rzędu. W wyniku tej strategii pogrążyłam się w marazmie, wolałam jednak otępienie i pustkę w głowie od rozpaczy i natłoku męczących myśli.
|
|
 |
|
Czas przemija nawet wtedy, gdy wydaje się, że to niemożliwe. Nawet wtedy, gdy rytmiczne drganie wskazówki sekundowej zegara wywołuje pulsujący ból. Czas przemija nierówno- raz rwie przed siebie, to znów niemiłosiernie się dłuży- ale mimo to przemija.
|
|
|
|