Idę na balkon, w ręku szlug, telefon w drugiej, i napisałbym do Ciebie, ale jakoś brakuje słów, zadzwoniłbym do Ciebie, ale wiem, że tego nie chcesz, wybełkotał, że Cię kocham, tu jest źle i serio tęsknię.
Buch! Jakie to miłe, byle by tylko tak do rana.
Marihuana!
A mówisz mi, że gdy jarasz to czujesz się markotnie,
Ja mam się odwrotnie, bo ja mam konopię!