 |
|
czasem obracam się i czuję w powietrzu twój zapach i nie mogę, kurwa, nie mogę nie wyrazić tego potwornego kurewsko koszmarnego fizycznego bólu kurewskiej tęsknoty za tobą.
|
|
 |
|
jeszcze oszaleją wszystkie pizdy, gdy poznają mój urok osobisty, duszę artysty.
|
|
 |
|
podnoszę się po klęsce, w sercu mam nadzieję, co kiedyś było niemożliwe dzisiaj nie istnieje. tu wszystko można zmienić, dzieciaku tak to czuję, pamiętaj zawsze znajdzie się ktoś kto ci kibicuje. wrodzona intuicja nie daje mi tu zginąć, jest parę ważnych spraw, których nie wolno pominąć. primo to przyjaźń i wyciągnięte dłonie, pomogę człowiekowi co na moich oczach tonie. takie życie ziomek, ciężko związać koniec z końcem, wierzę że po każdej burzy w końcu wyjdzie słońce. nie zawsze jestem fair, bo zmusza sytuacja, naprawdę jestem lepsza niż ta moja reputacja.
|
|
 |
|
w te cudowne noce rozbudzają się wieczne tęsknoty za miłością
|
|
 |
|
myśli, które nachodzą mnie nocą są najgorszym towarzystwem.
|
|
 |
|
i jesteś zła, zła ja to wiem - sucho mi w gardle, ty jesteś mój tlen.
|
|
 |
|
jebać uczucia, wszyscy bądźmy skurwielami.
|
|
 |
|
250 tysięcy mil na czystym, czerwcowym niebie. i zmierzam dokładnie do ciebie, dokładnie do ciebie
|
|
 |
|
daj mi, proszę dziś więcej pokoju, byśmy nie bali się żyć.
|
|
 |
|
nie ma zapasu sił, chęci zaczynamy się różnić, przestajemy na tych samych falach nadawać.
|
|
 |
|
mam klucz dla Ciebie, chodź, naprawimy wszystko..
|
|
 |
|
dziś już wiem, że nic nie znaczę
|
|
|
|