 |
nie, tym razem nie dam się zniszczyć. nawet jeśli okażesz się kolejną moją porażką, ja tylko wyciągnę z tego wnioski i zapamiętam, by więcej nie popełniać tego rodzaju błędów.
|
|
 |
Na kogo ja wyglądam? Na czarnoksiężnika z krainy Oz? Potrzebny ci umysł? Potrzebne ci serce? Śmiało, bierz moje. Bierz wszystko, co mam. A może wyglądam na kogoś gotowego zjechać z klifu? Czego pewnie bym i spróbowała, gdybym miała pewność, że taki upadek mnie zabije.
|
|
 |
Byłam jak opuszczony dom – skażony dom – w którym przez cztery długie miesiące nie dało się zupełnie mieszkać. Teraz sytuacja nieco się polepszyła – w najbardziej reprezentacyjnym pokoju przeprowadzono remont – ale to był tylko jeden pokój. W pozostałych walały się zapomniane, przykurzone sprzęty … porzucone. Tak jak ja. Ściany były brudne, tapety pozdzierane, podłogi zniszczone, szyby powybijane. Wszyscy wchodzili do tych okropnych pomieszczeń… Nie potrafiłam przecież ukryć, że staczam się w otchłań bez dna, że rozpadam się na tysiące kawałków. Byłam bezsilna, bezbronna. Nie miałam gdzie się schować. Nie byłam sama, ale nie miał mi kto pomóc.
|
|
 |
smutny uśmiech ukazany co najwyżej lustrzanemu odbiciu.
|
|
 |
oh. Magiczny złoty płynie, gdzieś ty był przez całe moje życie?
|
|
 |
Mam zły charakter, jestem głupia i brakuje mi moralnego kręgosłupa, robię z igły widły i często uciekam myślami hen daleko od miejsca, w którym się znajduję, użalam się nad sobą, zmarnowałam życie, a teraz dopełniłam miary zaczynając marzyć w wieku, w którym powinnam skupić się na nauce
|
|
 |
Czas przemija nawet wtedy, kiedy wydaje się to niemożliwe. Nawet wtedy, kiedy rytmiczne drganie wskazówki sekundowej zegara wywołuje ból.
|
|
 |
Tak właśnie wyglądało chyba całe moje życie: wszyscy, wszyscy, wszyscy. Tylko nie ja. Nigdy nie miałam dość sił na to, żeby zająć się rozwiązywaniem swoich problemów. Nie mogłam nawet zrozumieć swoich lęków, a co dopiero z nimi zwyciężyć. Nie miałam szans uciec przed złem czy uniknąć bólu. Zawsze byłam tylko słabym człowiekiem i jedyną rzeczą, jaką naprawdę umiałam, było przeczekiwanie. Podczas gdy wybawiałam innych z opresji, zaciskałam zęby i jakoś tam wytrzymywałam do końca starając się nie zwariować. Wciąż żyję. Więc chyba nie jest tak źle?
|
|
 |
NIKT nie wyrwie mnie pocałunkiem ze złego snu. Moja straszna egzystencja. Jestem beznadziejną ofiarą, jedynie słabym, żałosnym człowiekiem, który się zgubił. I nie może się odnaleźć. Który dostał tysiące map i wie, która droga prowadzi do domu ale nie potrafi na nią wkroczyć. Wciąż zarastają mu ją krzewy przeciwności, więc siedzi na tej strasznej, mrocznej polanie i płacze. Płacze nad swoim losem. Wymykałam się temu, ale to uparcie zawsze po mnie wracało. Myślałam, że w końcu dam radę zniszczyć wstrętne krzaki… ale to znów wróciło. Tyle, że tym razem, wybrało sobie zaskakująco odmiennego wysłannika. Do tej pory wszystko było …proste. Bałam się, to próbowałam uciec. Nienawidziłam, to próbowałam walczyć. Moje reakcje nie były skomplikowane, bo i zabójcy, z którymi miałam do czynienia, podpadali tylko pod jedną kategorię – wszyscy, bez wyjątku byli potworami, wszyscy byli moimi wrogami. A teraz… teraz już nie wiem, czy gram z nimi, czy przeciw nim.
|
|
 |
Nie straciłam żadnej miłości, żadnej też nie znalazłam
|
|
 |
. mogłabym nie spać tylko po to by usłyszeć jak oddychasz.
|
|
 |
. zrób wszystko bym nie bała się powiedzieć kocham Cię.
|
|
|
|