 |
|
wzrok w podłogę, myśli gdzieś ze sobą prowadzą rozmowę.
życie to szuja - wołał ktoś, miał rację.
|
|
 |
|
miłości nie da się rozpoznać patrząc w taflę,
w której odbiciu wszystko wygląda na łatwe.
|
|
 |
|
pozytywna wibracja, oj będzie się działo.
|
|
 |
|
chciałbym nie być, nie być przekonany,
że winni jesteśmy sobie sami.
|
|
 |
|
gardzę coraz bardziej tym co robisz,
masz marne szanse, żeby to odbić.
|
|
 |
|
zapragniesz mnie spowrotem, łzy spadną na ziemię.
zdusisz w sobie ból, wiesz znam to pragnienie.
|
|
 |
|
nie ma takiej siły, która te wspomnienia zatrze. =(
|
|
 |
|
chciałbym pomóc jej w nas jeszcze uwierzyć i
zawsze być przy niej, być potrzebny
rzeczywistość już mnie nie przeraża jak kiedyś ale
bez niej jestem pusty, nawet gdy idę przed siebie.
|
|
 |
|
nigdy nie zgaśnie ten ogień,
co wciąż płonie w nas.
|
|
 |
|
wszystko sięga granic, nawet styl życia jak mój,
wybacz nie chcę być inny, by iść po omacku
|
|
 |
|
czasem mam jazdę zapomnieć o wszystkim.
kupić bilet donikąd i spakować walizki,
odnaleźć nową przestrzeń, ta mnie dusi czasem,
ale chyba czasem tak być musi.
|
|
 |
|
dostałem tyle rad i słyszałem tyle obietnic,
jestem dobry na raz, może dwa potem skreślić.
|
|
|
|