 |
|
człowiek fizycznie uzależnia się około 2 tygodni. mi na uzależnienie od Ciebie wystarczyły 3 dni.
|
|
 |
|
bardzo mi przykro, ale nie zasłużyłeś na 'Ty' z wielkiej litery.
|
|
 |
|
obcy uśmiech inspiracją dla ust.
|
|
 |
|
kierują nami, mając z tego zapewne niezłe widowisko. teraz poruszają jednym ze sznureczków, a moja dłoń przesuwa się do Twojego policzka. następnie Ty, Twoje ręce posunięte ku mnie, by opleść naokoło moją talię. pochylają nasze bezwiedne ciała ku sobie. zetknięcie porcelanowych warg kolorowych marionetek. jakiś love story spektakl.
|
|
 |
|
istnieje wielkie zapotrzebowanie na osobną czcionkę do sarkazmu!
|
|
 |
|
masz moje serce, w swojej dłoni. od Ciebie zależy co z nim zrobisz. przytulisz i ogrzejesz, czy zaciśniesz na nim palce, boleśnie dusząc. to niesprawiedliwe, że nie mam na to żadnego wpływu. wiem, że wybrałeś. mogę tylko stać i patrzeć, jak ostatnie moje oddechy uciekają Ci przez palce./nieswiadomosc
|
|
 |
|
mając sześć lat pospiesznie, by zdążyć na wieczorynkę, przyklejałam kolejne elementy papieru kolorowego na karton. zaciskając w ręku tubkę z klejem, przez myśl mi nie przeszło, że kilka lat później prócz makulatury, będę sklejać jeden z narządów - serce.
|
|
 |
|
nie, to nie jest artystyczny nieład. w moim pokoju po prostu jest syf.
|
|
 |
|
Te, kozaku jeden, wiem, że kochasz moje oczyska i w ogóle Nasze densy są oczywiście proelo. ♥ Ta muza, klimat, nie? Wspólne siedzenie do wczesnego ranka i poranny zgon. Albo patrzenie jak jedno śpi i te uśmieszki. Tak, mamy zrytą banią, toż to wiadomo, hahaha ;D Doskonale wiesz, że chcę Twój głos słyszeć dzień w dzień i będę. ;D Jeszcze nie raz usłyszysz kozacką rozkminę. No bo wiesz, jesteś moim najlepszy ziomem, man. Lov ♥
|
|
 |
|
nie mogę ci obiecać, że rozwiążę wszystkie Twoje problemy, ale mogę Ci obiecać, że nie zostawię Cię z nimi samego.
|
|
 |
|
z krótkim "jezu, chodź" wyciągał mnie w środku zimy na dwór, w samym sweterku i skarpetkach. w pośpiechu tłumaczył, że musi mi pokazać coś niebywale ważnego, po czym brał mnie na ręce i zarówno osłaniał, jak i ogrzewał, swoimi ramionami. na zaśnieżonym chodniku, mrużąc oczy przed padającym śniegiem, wyznawał szeptem, jak kocha i komplementował moje udekorowane białym puchem włosy. w końcu, na pytanie o to, co chciał mi właściwie pokazać, uśmiechał się zmieszany i oznajmiał: "no, pada!".
|
|
|
|