 |
|
“kochanie czasem źle Ci jest i smuci się człowiek, nie kryj łez przede mną, które płyną spod powiek. odstaw na bok wszystko to, co wkurza na co dzień, przytul się mocno, płacz, smutkiem się podziel. jestem tutaj, nie pozwól, bym czuła się niepotrzebna, nie chce patrzeć jak się meczysz, gdy coś Cię gnębi.”
|
|
 |
|
“jest ich mnóstwo, a nie słyszą jak krzyczę. smutek zabija płacz - płacz na smutek lekiem.”
|
|
 |
|
“here in town you can tell he's been down for while, but, my God, it's so beautiful when this boy smiles.”
|
|
 |
|
' jest ciężko, bo ludzie, którzy uważali się za przyjaciół, odeszli.'
|
|
 |
|
' kiedy igrasz z pożądaniem, nie wbiegaj do mojego miejsca kiedy płonie tak jak ogień'
|
|
 |
|
'pierwsza blizna pozostaje na zawsze. nawet gdy fizycznie zniknie, ty do końca będziesz wiedziała, w którym miejscu tak cholernie piekła'
|
|
 |
|
- rób jak uważasz. ja dam radę, jak zawsze - będzie dobrze, zobaczysz - co masz teraz na myśli? - zgadnij - nie wiem... już się w tym gubię - kocham Cię.
|
|
 |
|
perspektywa zakończenia całej tej farsy. kartka, ołówek, wódka i prochy. pisanie tych ostatnich liter, zapijając leki, odpływając. żegnanie się. przelanie na ten skrawek papieru tych najistotniejszych teraz słów. przeprosin do przyjaciółki za to, że nie zdążyła zrobić mi naleśników z nutellą, co planowałyśmy, że nie założyłyśmy albumu z wakacyjnymi zdjęciami, nie pojechałyśmy na obiecany basen, nie odwiedziłyśmy Mielna i Australii. zdania do Niego z podziękowaniem za tą niewielką ilość cudownych chwil, których miało być więcej i zapewnieniem, że to dla ułatwienia wyboru dalszego działania. do mamy - przeprosiny za ostatnią spinę i za to, że zostawiam bałagan w pokoju. i ostatni akapit do Niej o tym, że już nie musi krwawić, że nie musi się zabijać, bo ja zrobię to za nią.
|
|
 |
|
martwię się. zaczynając od tego, że największą obawą napawa mnie to przywiązanie, moja odpowiedzialność za to jak je utrwalam i za niego, za jego serce, które trzymam w dłoniach, a przy upuszczeniu będzie równoznaczne z jego całkowitym upadkiem - nie tylko jednego mięśnia. przeraża mnie ożywienie i gotowość w jego oczach, gdy odbiera telefon od któregoś z kumpli z informacją o kolejnej spinie; zaciskam, z cholernego strachu o niego, wargę, a on wraca po godzinie i łapiąc mnie za dłonie, zapewnia, że nic się nie dzieje, by nieświadomy tego, że słyszę, kilka minut później opowiadał znajomemu, że w starciu na jego gołe ręce, przeciwnik wyciągał łom. mogłabym tłumaczyć to tym, że prawie się nie znaliśmy, gdy się w to pakowałam, ale nie przejdzie mi to przez gardło. wciąż wydaje mi się, że po prostu warto jest w tym tkwić.
|
|
 |
|
on mnie nie ogranicza, a ja nie robię nic, by musiał się martwić. patrzy na mnie z troską w oczach i zdarza mu się pytać czy wszystko w porządku, lecz nie zakazuje mi niczego. noszę na nadgarstku opaskę jego ulubionego piłkarskiego klubu od kilku dni, podobnie jak on wcisnął sobie na nos moje okulary przeciwsłoneczne. spędzamy razem całe dnie, a pół godziny po pożegnaniu już wspomina o tym, jak tęskni. pisze mega słodkie wiadomości na dobranoc i oboje udajemy, że już się kładziemy, że zasypiamy bez problemu nie zaprzątnięci żadnymi myślami. między pocałunkami obiecał mi, iż nie będzie wymagał ode mnie wyznań i za to mu dziękuję, bo moje serce się po prostu gubi.
|
|
 |
|
'bądźmy dla siebie nikim. jak na początku. fajnie było nie? zdecydowanie mniej bolało.'
|
|
 |
|
“położyła spać się, gdy łza obmyła twarz jej,kolejny raz zwątpiła w nich i w cały świat i w prawdę, gdy cały świat im kradł marzenia, świat zabił uczucia”
|
|
|
|