 |
|
niespełniona miłość w jego oczu toni, słona przelana kropla pocałunkiem dla jej dłoni, ZROZUMIAŁA ŻE NIE UMIE SIĘ JUŻ BRONIĆ, oddali się sobie pośród suchej trawy woni
|
|
 |
|
znali się od małolata, on ciągle za nią latał, żywiła go uczuciem, lecz nie trawił go jej tata, niedostępna jak śnieg tego lata, padał deszcz gdy kłamała że kocha go jak brata
|
|
 |
|
upiję się na wieczór, wyzeruję pamięć, rano na spokojnie pomyślę co dalej
|
|
 |
|
nie boję się jutra, kiedy patrzę na blizny, już nawet się nie wkurwiam, kiedy chcą mnie zniszczyć
|
|
 |
|
choć krył łzy, pisał wciąż do niej listy z więzienia,
że dla takich jak my nasz dom jest tam, gdzie nas nie ma
|
|
 |
|
są takie emocje silniejsze niż każdy żywioł, przychodzą gdy noc jest przynosząc wątpliwość
|
|
 |
|
odpycha nas w nas nawzajem to samo,
co nas przyciągało i to było za mało
|
|
 |
|
widzę w Twojej twarzy, ktoś Cię wcześniej mocno zranił,
i tak zanim się poznamy domyślamy się,
co to drugie ma na myśli przez ten pierwszy miesiąc
|
|
 |
|
nie mam serca się odwracać, nie mam czasu iść do tyłu,
zbyt często nic nie czuje, więc ból to mój azymut
|
|
 |
|
moje życie, moje sprawa, w tygodniu to praca w weekendy zabawa, idzie tak, kocham życie wariaty,
i piona za wspólne chwile i tematy!
|
|
 |
|
weź zajeb kreskę to przejdzie, a później to jakoś będzie
|
|
 |
|
spuszczone głowy, puste spojrzenia i nie ma dokąd uciec, chyba że w ćpanie jarając grudę i dając w banie, tocząc jak skałę swoje marne życie dalej
|
|
|
|