 |
|
Upadłam, fakt. Były momenty, kiedy rozpadałam się tysiąc razy i każdego jebanego razu misternie składałam od nowa. Pamiętam rozmyte od łez obrazy, nie pamiętam co pokazywały. Pamiętam, że bolało, że ból był tak wielki, że ledwo mogłam to znieść. Nie wymarzę z głowy tego jak rozpaczliwie machałam rękami,a to tylko sprawiało, że tonęłam szybciej. Byłam na dnie, przecież wiem. Teraz patrzę na moje blizny, na moje poranione ręce i idę do przodu z podniesioną głową, bo nieważne, że przegrałam sto razy, kiedy sto jeden wygrałam./esperer
|
|
 |
|
Nie musiałaś mówić mi, że to co czułaś zgasło wraz z ostatnią gwiazdą na niebie. Widziałem w Twoich oczach ból, który wyrażał tak intensywnie Twoje cierpienie. Usunąłem się w cień byś nie musiała bać się o To, że kolejny raz powiem jak badzo Cię kocham. Wiem, że nie chciałaś tego, nie chciałaś fali uczuć uderzających ode mnie w Twoją stronę. Wolałaś żyć gdzieś poza naszym światem, który wcześniej zbudowaliśmy. Fundamenty zaczęły się kruszyć, a nasze dłonie nie potrafiły złączyć się kolejny raz. Czyja to wina? Nie oskarżam Twego niewinnego serca o niepowodzenie. Wiem, że kolejny raz pokazałem jakim dupkiem jestem choć wciąż kocham Cię nieprzytomnie. Wyglądam przez okno, lecz na białym puchu wciąż nie ma Twoich śladów. Przestaję się łudzić, bo wiem, że i tak już nie wrócisz./mr.lonely
|
|
 |
|
Moje serce zwątpiło już w isnienie pozytywnych uczuć. Tak bardzo chciałabym mieć kogoś, w kogo mogłabym tak bez pytań się wtulić... Brak mi przyjaciół, tych, których dla mnie nigdy nie było. Może nigdy nie zasłużyłam na kogoś takiego. Przecież jestem chodzącym nieszczęściem...
|
|
 |
|
"Oddałem na dłonie im wszystkie uczucia
i teraz tak płonę i nikt mnie nie szuka
i walę po ścianach, krew płynie po dłoniach
a mieliśmy razem plany, hm.. szkoda
widzieli mnie na deskach już ,
sędzia odliczał
ale jakoś nie mogłem przerwać,
już nie mam ręcznika
ponoć widzieli jak zjeżdżam w dół
nikt mnie nie chwytał..." / Bonson
|
|
 |
|
Jednak najgorsze jest to, że zanim byliśmy razem, miałam w sobie duszę poety... Zgadniesz ile mi z Niej zostało? No właśnie, może jakaś mała cząstka. Ledwie starcza, żeby opisać życie... Ledwie starcza na to, żeby w ogóle żyć...
|
|
 |
|
Niby sobie tak bliscy, a z każdą minutą każde z Nas jest dalej. Zatracaliśmy swoją miłość, Ty z każdym kieliszkiem bardziej czyściłeś się z uczuć, które Ci podarowałam, a ja z każdym blantem skuteczniej wypalałam Twoje serce i nasz wspólny świat. Już wtedy zamkneliśmy drzwi dla tej miłości...
|
|
 |
|
20. lutego 2013.r. uświadomiłam sobie, że zaczęłam uciekać tak daleko, że powrót do rzeczywistości stawał się już tylko marzeniem. Usiłowałam stanąć twarzą w twarz z tą świadomością, że jeśli nie przestanę, to wydam sobie oficjalne przyzwolenie na powolną śmierć. (Przynajmniej miała być bezbolesna i śmieszna.^^) Byłam i dalej jestem przecież sędzią najwyższym, ministrem, senatorem i prezydentem/dyktatorem swojego świata, a te rany były wciąż otwarte, nie chciały za cholerę się zabliźnić... Powstały na sercu, wiec nie dało się ich zaszyć, choćby oczyścić, ani posmarować jakimś mazidłem, tabletki przeciwbólowe nic nie zmieniały, a na przeszczep nie miałam co liczyć... "Puszczenie z dymem" każdej chwili, myśli, wspomnienia i słowa, związanych z Twoją osobą, stało się już uzależnieniem i ostatnią nadzieją... Te kłęby zakazanego dymu uwalniały mnie, sprawiały że Ty znikałeś razem z zielskiem, tytoniem i bletkami. Uświadomienie sobie, jak wielki błąd popełniam, zajęło mi kilka miesięcy...
|
|
|
|