 |
|
Znowu kradne złudzenia tym, co mieli nadzieję.
|
|
 |
|
Tu jednym życie upływa jak słodki sen, drugim dzień narodzin najgorszym dniem.
|
|
 |
|
Gówno warci przyjaciele, znam to.
|
|
 |
|
Zwykle przeklinam, jak zaczynam o Was mówić. Już taką mam naturę, pierdolę fałszywych ludzi!
|
|
 |
|
I gdyby nie to wszystko, to byłoby dobrze wiesz, a tak poza tym to wcale nie jest ok, nie jest ok, cześć.
|
|
 |
|
Świat się skurwił, Ty nie musisz.
|
|
 |
|
Brat powiedz, co masz z życia, ja mam parę ran nie do zszycia.
|
|
 |
|
Na szczęście pracujesz całe życie, a na nieszczęście sekundę.
|
|
 |
|
świt w wkrótce my wypijemy za łzy to smutne, znów padamy po wódce, rozmawiamy i cud że znów powracamy pojutrze, obojętni by ustrzec się przed skutkiem tej zmiany, może to później, grunt że w ogóle rozmawiamy, pokrótce
|
|
 |
|
o jeden most za daleko, pod zamkniętą powieką nadal tłamszę w sobie ból, poniekąd znów przecieram oczy, po czym dotyk przemocy broczy serce w emocje tych nocy
|
|
 |
|
Ty stoisz obojętna, jednak mówiąc do mnie, uśmiercasz we mnie wszechświat, nic nie trwa wiecznie, faktycznie nic gdy jest za wcześnie by ucichły szepty modlitwy
|
|
 |
|
fascynacją wspólnych słów, gdyż Tobie życie zawierzam, wątpliwości zburz, chociaż nie wiem co zamierza Bóg
|
|
|
|