 |
|
- pocałuj mnie - wyszeptałam. wiedziałam, że po pijaku zrobisz o co tylko Cię poproszę. gdy zacząłeś przechylać się w moją stronę przymknęłam oczy. usta zapłonęły ze zniecierpliwienia, ale nie doczekały się pocałunku. to czoło miało ten zaszczyt. - nigdy nie licz na więcej - powiedziałeś.
|
|
 |
|
kocham Cię, bo tylko z tobą potrafię tak swobodnie rozmawiać, jakbym rozmawiała sama ze sobą. bo nigdy nie pozwalasz mi upaść, zawsze pewnie czuwasz przy moim boku. bo nasze kłótnie, to nie kłótnie piętnastolatek, które za plecami wyjawiają sekrety. bo nasza przyjaźń nie ma końca.
|
|
 |
|
nie ważne, że boli! i tak nikt nie przyjdzie Cię pocieszyć. nie ma kto.
|
|
 |
|
teraz dzwonisz Ty pytając się, czy Cię jeszcze pamiętam. z bólem w sercu spytałam kto mówi . wiedziałam, że to byłeś Ty. nie chciałam dalej cierpieć. płakać po nocach, kaleczyć sama siebie.
|
|
 |
|
i głównym powodem moich łez są oni. moi byli przyjaciele. chcesz to jeszcze naprawić, chcesz by, któregoś dnia przyszli do mnie pocałowali w policzek i powiedziały, że zawsze będą ze mną, że kochają mnie najmocniej i nie dadzą mnie zranić byle komu.
|
|
 |
|
Mijamy się,
nie przez przypadek, a nieporozumienia.
|
|
 |
|
narzekam na wszystko, poczynając od za zimnej kawy, a kończąc na polityce .. to takie polskie.
|
|
 |
|
- chyba się zakochałem - powiedziałeś, rzucając kamieniem w puszkę, ustawioną parę metrów dalej. poczułam jak serce spada mi do żołądka, zahaczając przy tym wszystkie możliwe nerwy i mięśnie, które rozsuwały się, niemal rozdzierając mój brzuch. - to bardzo źle. - szepnęłam ochrypłym głosem, odchrząkując między sylabami. byłam wściekła, że moje uczucia przejmują kontrolę nawet nad moim głosem. podszedłeś do puszki i nadepnąłeś na nią z tupetem - szkoda, że Ty..., szkoda że ta dziewczyna, jest już zajęta.
|
|
|
|