 |
|
tylu ludzi przewija się przez nasze życie. niektórzy zatrzymują się, by trochę z nami pobyć, inni się zapoznają i odchodzą, a jeszcze inni olewają. my natomiast, dziękujemy za obecność tym pierwszym, zapominamy drugich i cierpimy przez trzecich. tacy to już jesteśmy. mamy zepsute organizmy i serca, ale najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie mamy własnego rozumu i choć niejeden z nas będzie wmawiał wszystkim dookoła, że nie jest wybrakowany, że jego to nie dotyczy, to i tak nieprawda. wszyscy jesteśmy tacy sami. nie potrafimy docenić i pokochać ludzi, którzy są na wyciągnięcie ręki, a marzymy o kimś z kim dzielą nas kilometry. / niechcechciec
|
|
 |
|
obietnice. czymże one są w tym wielkim, popapranym świecie. w tej zużywalnej potrzebie bycia obok drugiego człowieka, budzeniu się przy nim, jedzeniu wspólnych śniadań, i spędzaniu wieczorów przed kominkiem. czymże jest to każde 'obiecuję'. po co i na co ludzie to sobie mówią. czy bez tych obietnic, zarzekania się, że już zawsze będzie tak jak dziś nie lepiej po prostu działać? czy nie lepiej zwyczajnie nie pozwolić komuś odejść, starać się nie dać mu do tego powodu, niż pieprzyć, że to, że tamto, a potem, za jakiś czas, za kilka chwil, gdy stanie się z wyzwaniem twarzą w twarz, zapomnieć o tych słowach? czy nie lepiej niczego nie obiecywać tylko żyć i nigdy nie mówić nigdy? czy nie łatwiej? / niechcechciec
|
|
 |
|
Zawsze wracamy, prawda? Każda droga, na końcu się nam krzyżuję. Po prostu los nie pozwoli nam odpuścić./esperer
|
|
 |
|
Ty się nazywasz mężczyzną? Prawdziwy facet stanąłby przede mną i wbił ten nóż prosto w serce, patrząc mi przy tym w oczy. Obserwowałby jak powoli uchodzi ze mnie życie. Jak szok miesza się z żalem, jak pod powiekami zbierają się łzy, które potem zmieniają się w złość płynącą po policzkach. Przyjąłby na klatę moje próby ratowania się, zniósłby każdy cios i każde zadrapanie. Miałbyś odwagę żyć ze wspomnieniem moich ostatnich słów. Tak właśnie zrobiłby prawdziwy facet. Ty zachowałeś się co najwyżej jak jego imitacja. Ot, mały chłopiec, który chowa głowę pod kołdrę. Zabiłeś mnie na odległość, zachowałeś czyste ręce. Pierdolony tchórz, a nie mężczyzna. Nie umiałeś nawet wprost powiedzieć, że coś zgasło. Wybrałeś drogę na skróty, gdzie nie musisz patrzeć jak Twoje słowo mnie zniszczyło./esperer
|
|
 |
|
Zabawne, że Twoja obecność uświadomiła mi jak bardzo mocno Cię nie ma./esperer
|
|
 |
|
Nie ma we mnie nic, co możesz jeszcze zranić./esperer
|
|
 |
|
minęły dwa tygodnie , jest coraz lepiej. coraz mniej piszesz. powoli dajesz mi spokój. choć czasem jeszcze przesadzasz. kłócimy się jeśli tylko mamy do tego okazje. ale jest lepiej. już nie wyrzucasz mi codziennie. już nie zadręczasz mnie swoimi ckliwymi tekstami. powoli znikasz z mojego życia. nareszcie.
|
|
 |
|
Naćpana zmieniła status na ZARĘCZONA , ohh chwale sie !
|
|
 |
|
Może kiedyś to wszystko przestanie być tak toksyczne. Może kiedyś wyleczysz się z siebie, z uczuć, z nienawiści, z bólu. Może nauczysz się patrzyć na moje szczęscie bez goryczy i bez zazdrości. Może jeszcze kiedyś powrócimy do normalnej, zdrowej znajomości. Może.
|
|
 |
|
poświęć mi trochę czasu.pogadajmy.pozwól mi tylko na siebie popatrzeć.uśmiechnij się.ahh proszę nie przestawaj się uśmiechać.
|
|
 |
|
Już nie piszesz smsów z nienacka. Nie wpadasz na blanta. Nie prawisz komplementów, choć było ich tak niewiele, były tak nieśmiałe, jednak znaczyły ogromnie dużo. Więcej niż kogoś innego. Czasem spoglądam z uśmiechem na nasze zdjęcie. Zdarza się, że przeglądam Twoje fotki na facebooku. Patrzę na Twoje przejarane oczka i na ten przesłodki uśmiech , najsłodszy na świecie. Spotykam Cię na mieście , rzucamy z uśmiechem na twarzy 'siema' i podąrzamy dalej każdy w swoją stronę. A ja mogłabym oddać wiele , żeby zatrzymać czas na sekundę i móc dłużej patrzeć jak się uśmiechasz. I żałuję tylko , że nie udało nam się spotkać pewnego razu. Kiedy mieliśmy mieć dla siebie chwilę czasu. Kiedy mieliśmy porozmawiać , powspominać i pośmiać się z siebie. Żałuję , bo miałabym trochę więcej wspomnień z Tobą związanych. Mogłabym je odtwarzać w głowie w każdej chwili.
|
|
 |
|
Nie ma go,nie ma i nie ma a ja znów sobie nie radzę a przed oczami mam ciągle ten widok.On stojący w kajdankach trzymany przez tych w mundurach.Ohh kurwa przecież to nie miało się tak skończyć,to nie miało tak wyglądać nawet przez moment.Pamiętam jego oczy,najsmutniejsze oczy jakie w życiu dane było mi widzieć a mimo to wciąż pełne miłości,miłości do mnie i troski o to co dalej.Nie wiem gdzie jest nie wiem co robi,nie wiem czy zobaczę go jutro,pojutrze,za trzy miesiące czy za kilka lat ale wiem że tego nie przeżyję ,nie po raz kolejny,to jakies pierdolone fatum nad nami, wez kurwa polej./nacpanaaa
|
|
|
|