 |
|
czuję się jakbym był chory. bezsenność odbiera oddech jak założony na głowę foliowy worek.
|
|
 |
|
nie pytaj, co zrobimy, bo nie wiem. może coś się wydarzy. na razie żyjemy.
|
|
 |
|
największe szczęście, które mi dajesz, to szczęście, że cie nie kocham. wolność.
|
|
 |
|
pozostało mi tylko poczucie bezsensu trwania wśród żywych. i ból za tamtym wszystkim i przez to wszystko. teraz będzie bolało nieustannie.
|
|
 |
|
nieswój, ale się oswoję. nie pierwszy raz. tylko że różne te razy.
|
|
 |
|
biegne dla ciebie po skruszonym szkle, przecinam skore ale nie dbam o to wykrwawiam sie dla ceibie z ochota
|
|
 |
|
dla niej byłby to cios w samo serce
|
|
 |
|
krochmal prześcieradeł tłumi cała tanią bliskość
|
|
 |
|
"Witamy w piekle, tu fałsz jest jak zaraza. Jebać to co rząd zakazał, co mówią media i prasa."
|
|
 |
|
szczęście mnie mija, bo wciąż: „mnie”, „mi", „ja”
|
|
 |
|
nie muszę się już bać, że wszystko przeze mnie.
|
|
 |
|
a ze mną nie jest dobrze nikomu
|
|
|
|