 |
theseventhsky.moblo.pl
Twoje sny na wietrze pachną deszczem Wiem że jesteś nie wiem...
|
|
 |
Twoje sny na wietrze pachną deszczem
Wiem że jesteś, nie wiem...
|
|
 |
To nie ty, odbijasz się
W kroplach moich dni
Zgubione nagle chwile
Odpływają bezimienne jak łzy
|
|
 |
jeżeli czujesz co dzień, że tu się nikt nie przejmuje
tym co ty czujesz co dzień, że każdy ma to w dupie
że wszyscy mają cię gdzieś nawet w domu
jak rozsadza cię gniew, nie możesz się wygadać nikomu
nosisz klucze na szyi odkąd pamiętasz
i nikt tu nie przychodzi nigdy żeby cię szkoły odebrać
gdy wybierasz sam porę kiedy wracasz z dworu
jak czasem nie masz co jeść i biją cię bez powodu
szczytem twoich marzeń jest twój własny pokój z łóżkiem
jeśli czasem spędzasz noc chowając twarz w poduszkę
i jak próbujesz stąd uciec co jakiś czas
żeby poczuć, że cię komuś brakuje tu chociaż raz
i chociaż znasz konsekwencje
już nawet nie próbujesz dbać o odrobione lekcje
wierz mi, że to nie może trwać wiecznie, kiedyś musi być lepiej
przecież nie ma tego miasta bez ciebie
|
|
 |
jeżeli wstajesz skoro świt przez sześć dni w tygodniu
i przez sześć dni wystajesz pośród przechodniów
czekając na autobus co się znowu spóŹni
by dotrzeć do pracy gdzie cię szefowa zbluŹni
jak robisz dla córki co tylko możesz
a mimo wszystko zawsze ma od koleżanek gorzej
choć mówi, że jest dobrze - dobrze wiesz swoje
i wiesz jak ciężko jest nie wychowywać dziecka we dwoje
jak po rozwodzie nagle cała rodzina plecami się do ciebie odwróciła
i jeśli zrezygnowałaś z własnego życia by utrzymać dom
by zatrzymać ją, żeby ci jej nie zabrał on
jak czujesz, że to nie to i, że nie miało być tak
jak czasem masz wrażenie, że się na was uwziął cały świat
dzisiaj połóż się spać, jutro musi być lepiej
przecież nie ma tego miasta bez ciebie
|
|
 |
pokaż, co robisz, to miejsce nam przesuwa granice
to miejsce zmienia podejście i wreszcie zmienia całe życie
budzicie się któregoś dnia w kłopotach
i już za dużo ich brat żeby się z tego wycofać
tu jest tak, decyduje czasem parę sekund
i czasem to nie ty decydujesz o ich przebiegu
w tym miejscu w człowieku łatwo odnaleŹć zło
możesz wierzyć lub nie, nikogo nie obchodzi to
|
|
 |
jeżeli miłość to ból, wiemy tu coś o miłości
i wiemy tu co to trud i co to brak możliwości
co ciągnie w dół nawet jak umiesz latać
żeby wydostać się z chmur musisz się sporo namachać
|
|
 |
Przyjaciel? nawet nie wierzyłem, że tu wartość ma to słowo
Przy bracie nauczyłem się wartościować przyjaźnie na nowo
Przy rapie siedzieliśmy nie raz, głowiliśmy się nad tym wszystkim
I czy słońce grzało, czy padało na łeb, zawsze mogłem tu wylać myśli
Ty widziałeś, jak wznosiłem się, ty widziałeś, jak leciałem w dół
Kiedy tamci zostawili mnie, ty zostałeś przy mnie, tu
Przebyliśmy we dwóch ogromny kawał drogi
Raz to był tour, raz tylko szliśmy przejść się między bloki
Choć czasem nie mogę się do ciebie dodzwonić przed trzynastą
I czasem, kiedy z mojej karty dzwonisz, myślę zbierz na własną
Kiedy nie przychodzisz na podaną godzinę prosisz się, by ci skopać tyłek
Myślę, kiedy byłeś tu w porę? gdzie się nie spóźniłeś, ziomie?
Chyba tam, gdzie było trzeba, kiedy miałem dołek to i przyjaciela
I teraz, mogę tego pewien być, kiedy będę w dole będziesz tu i ty
Świat nie jest zły do końca, dobra, może być nawet czarna owca
Jak my, każdy z nas tylko trzeba dać nam czas
|
|
 |
Gdy ci się wali już na głowę świat
Kiedy cię rzuca dziewczyna, kiedy przepuszczasz hajs
Kiedy się gubisz już w bilansie strat
I nie wiesz co i jak, kto ci pomoże, jeśli nie twój brat?
Gdy już za bardzo się użalasz nas sobą
Kto ma odwagę, by ci sprzedać blachę, żebyś ruszył głową?
Kto będzie wtedy z tobą, gdy przyjdzie taki dzień?
On to wie, ty to wiesz, ja to wiem
|
|
 |
Od paru lat tak nam płynie czas, razem
I raz na jakiś czas myślę, jak to się zmienia z czasem
Nasi znajomi nie obchodzą osiemnastek, już
Ich matki zmieniają się w babcie, co rusz
Ci sami, którzy ze mną pili na murkach
Dziś pokazują mi zdjęcia rodziny w komórkach
Tu syn, tam córka, mi trudno jest uwierzyć
|
|
 |
Ale ty wiesz, że moje serce jest tylko twoje
Dziś znamy się, jak łyse konie, widzisz ironię?
Wszystkie te chore ślubne konkursy, zagadki
To my rozkładamy na łopatki
|
|
 |
w tych pojebanych czasach gdzie wszystko trwa chwilę
szukałem cię przez lata i dzisiaj dla ciebie żyję
więc odstaw tą walizkę na bok
wiesz, że znów będzie tak samo
obok siebie, obudzimy się rano jak nam pisano
bo mnie wciągnie to bagno bez ciebie
choć czasem w bagnie podtapiamy siebie
chcę mieć tu codziennie obok mnie
bo nie obchodzą mnie te wszystkie dni, kiedy jest Źle
gdy chcę uciekać albo kiedy to ty chcesz uciekać
ja wiem i ty to wiesz, że będziemy na siebie czekać
to coś o przeznaczeniach, których się nie rozłączy
kiedyś będą o nas pisali książki
o tej miłości co nie miała szans, o miłości w nas
o tym jak mimo przeciwności pokonała czas
|
|
 |
znowu stoimy pod drzwiami
znowu coś jest nie tak między nami
choć się kochamy mamy problem znów
i ja mam spakowany plecak i brak mi słów
i chcę uciekać jak dzieciak, bo mam już dość, tracę siły
czasem czuję, że się nienawidzimy
że to na niby, że nie ma nas, tylko to głupio przerwać
że mamy rację w tym co mówimy do siebie w nerwach
i teraz nie wiem sam, mam w głowie mętlik
chcę się wyplątać z tej pętli pomiędzy nami
|
|
|
|