 |
|
oblejesz się zimnym potem i się obudzą koszmary, tacy jak ty skaczą z okien, jak się odurzą lekami [eripe]
|
|
 |
|
to twój wybór czy tragedia cię tu wzmocni czy zabije, a jak byłeś słaby kurwa i zabiłeś się, to dobrze [eripe]
|
|
 |
|
Mało mówię bo w sumie ludzi za bardzo nie lubię. mam w dupie tę Twoją grupę, nie było miło poznać. [eripe]
|
|
 |
|
Mówią skurwiel bez uczuć, a mnie krzywdzą takie teksty. Przecież czuję, ej czuję się od ciebie lepszy. [eripe]
|
|
 |
|
nawet się nie obejrzysz, a już będzie po wszystkim. atakuję całymi siłami #blitzkrieg [eripe]
|
|
 |
|
To Ci doda emocji, nie oddadzą ich słowa
|
|
 |
|
Paru gości to pali, reszta po prostu wciąga, takie czasy, na prawdę bracie, tak to wygląda. Poproś ziomka o kartę, przyszedł czas by posypać, po całości, najlepiej po przekątnej stolika.
|
|
 |
|
wciągasz to i już czujesz jak drętwieją Ci dziąsła. Resztę zostaw na potem
|
|
 |
|
Podobno jestem egoistą i na świecie widzę tylko siebie, szkoda że nie pamiętasz ile rzeczy zrobiłem tu dla Ciebie.
|
|
 |
|
Pozwoliłeś abym weszła do Twojego życia. Nie miałeś nic przeciwko temu abym uczyła się całego Ciebie, abym zakochiwała się z każdym nowym dniem i tęskniła do granic możliwości. Podobał Ci się sposób w jaki na Ciebie patrzyłam. Lubiłeś mój dotyk, moje pocałunki. Zdawałeś się być szczęśliwy, po raz pierwszy od naprawdę długiego czasu. Wtedy i ja byłam szczęśliwa, sądziłam, że już nic nas nie rozdzieli. Jednak nagle wszystko się zmieniło. Nie poradziłeś sobie z czymś co sam sobie wybrałeś i do dziś oboje płacimy za to ogromną cenę. Ja zaczynam sobie z tym jakoś radzić, pogodziłam się z pewnymi sprawami, ale Ty.. Ty coraz częściej dajesz mi do zrozumienia, że nadal jesteś tak bardzo pogubiony w całym swoim życiu. A ja z tym nie potrafię walczyć. Nie potrafię. / napisana
|
|
 |
|
ziomek, nigdy nie zapomnę pierwszych, bitych piątek, gówniarzy, których pierwsza wódka grzała jak wrzątek, tych twarzy dziś nie widzę - nowy życia porządek, wódka już nie parzy, piję 0,7 wspomnień
|
|
 |
|
Piękna codzienność, pnę się do góry jak Gagarin. Wieczna wymierność, nie umiem żyć jak Purytanin [quebo]
|
|
|
|