 |
|
będę Twoją królewną XIX wieku, jadącą na koce. noszącą skąpą bieliznę zamiast średniowiecznych gorsetów. pijącą ruskiego szampana z plastikowych kubków, zamiast wykwintne wino w kieliszku. mówiącą o tym jak Cię pożądam, a nie o tym ja bardzo pragnę być uwolniona z zakazanej wieży.
|
|
 |
|
Może i nie jestem jakoś strasznie dojrzała i idealna, ale kocham. Kocham cię całą swoją niedojrzałością..
|
|
 |
|
Łączy nas jedna wspaniała rzecz, oboje się nienawidzimy.
|
|
 |
|
Nasza miłość jest karmiona kłamstwami, bólem, siniakami na moim ciele, zdradami, łzami i alkoholem.
|
|
 |
|
Nie pamiętam już od jak dawna zapijam swoje smutki ruskim szampanem.
|
|
 |
|
Idąc ulicam, wsłuchany w muzykę na słuchawkach, nie słyszę nic, żadnych głosów, hałasów, jednakże nagle słyszę wołanie z tyłu, piękny anielski głos, odwracam się i widzę Ciebie, tą Twoją uśmiechniętą twarzyczke, mój cały świat.
|
|
 |
|
Trochę zazdroszczę przyjaciółką, że przeżywają teraz pierwsza miłość. Ale tylko trochę, bo wiem, że to nie trwa wiecznie, a koniec zawsze powoduje płacz i złamane serce.
|
|
 |
|
Przywykliśmy już chyba do stania ramie w ramie i patrzenia jak nasza miłość umiera od zbyt dużej dawki alkoholu.
|
|
 |
|
Niech tylko jakaś dziewczyna podejdzie do niego z głupawym i słodkim uśmieszkiem na twarzy, a nie ręczę za siebie. Bo tylko ja mogę się tak do niego uśmiechać.
|
|
 |
|
Ludzie są wyjątkowi - każdy wkurwia mnie w inny sposób .
|
|
 |
|
Polak na imprezie najpierw pije co chce, potem co może, a na koniec to co zostało.
|
|
 |
|
ot tak błądzi w mojej wyobraźni, a jego imię przemyka, gdzieś pomiędzy milionem codziennych słów. widzę go na nowo, w myślach, wspomnieniach, i wciąż zerkam na tych kilka zdjęć, na których trzyma mnie na rękach i całuje w policzek, czy też kłóci się, po czym ściska z całej siły i nie chce puścić, gdzie droczy się ze mną i łaskocze przy wszystkich, i tych, gdzie trzyma mnie za rękę, obiecując nie puścić jej już nigdy więcej. wiesz, chyba cały czas go potrzebuję, wciąż, jak tych codziennych promieni słońca idąc do szkoły, jak tego chłodnego powiewu wiatru muskającego policzki, podczas nocnych spacerów, wciąż tak samo, takiego jaki był, jakiego kochałam i jakiego go miałam, wciąż Jego. / endoftime.
|
|
|
|