 |
|
` to w końcu kochasz ? czy niee ?
pogubiłam się w tym, bo jestem zakochana w twoich błękitnych oczach i łobuzerskim uśmiechu .
|
|
 |
|
i w końcu pojawia się to magiczne kłucie w klatce piersiowej kiedy nie ma go obok. znowu zapominasz o stygnącej filiżance zielonej herbaty w dłoni i obsesyjnie czekasz na wiadomość od niego siedząc wieczorami na parapecie kiedy zachodzące słońce odbija się w Twoich tęczówkach. tęsknisz. każda cząstka Twojego skrupulatnego ciała woła o jego dotyk. każdy ze zmysłów prosi o ułamek sekundy jego obecności.
|
|
 |
|
Nie odezwę się pierwsza. Jeśli do mnie więcej nie napisze będę go czule wspominać - jako dupka.
|
|
 |
|
` dziś nie odbieram telefonów, przetańczę całą noc, upiję się do nieprzytomności, zagadam z byle kim... choć na chwilę chce zapomnieć o tobie
|
|
 |
|
` A od dzisiaj będę Ci ciągle wpychać Prince Polo z napisem ' Zakochanie ' , wtedy też nie zauważysz Mojego uczucia? < 3
|
|
 |
|
`Poddaję się, bo nie wiem jak dalej biec do Ciebie . < 3
|
|
 |
|
Łatwo się zgubić, gdzieś pomiędzy marzeniami, otaczani szarymi problemami. < 3
|
|
 |
|
zadzwoń do mnie rano , ale proszę zrozum najpierw że moje życie to chaos i pasmo zmartwień .
|
|
 |
|
` I najgorsze jest to gdy dokładnie wiesz, że nie masz u niego szans, ale mimo wszystko kochasz. Wielbisz go nawet wtedy gdy rozpowiada o Tobie plotki, mówi, że Ciebie nienawidzi. Mimo wszystko idealizujesz go, ale przecież on nie jest taki jak sobie wyobrażasz.
|
|
 |
|
` trzeba się podnieść i dalej iść .
|
|
 |
|
` i chociaż nie wiem jaką jutro życie rzuci kartą to staram się jak mogę, bo wiem, że warto ...
|
|
 |
|
z początku tylko wargi reagowały na Jego osobę układając się niewinnie w uśmiech. którejś nocy podstępnie namówiły do współpracy dłonie, które już następnego dnia dały mi do zrozumienia, że chcą stykać się z Jego rękoma. wpuściwszy do środka stado nieogarniętych motyli, doszedł do nich żołądek. rozum? poddał się. zwyczajnie: wyjął spod łóżka walizkę, spakował się i wyszedł, zostawiając mnie na pastwę całej reszcie. serce siedziało w kącie właściwie do samego końca. dopiero, kiedy znalazł się na tyle blisko, że mój tlen mieszał się z Jego perfumami, nie wytrzymało. wyrywające się z lewej komory nagłe 'zaryzykuj', gdy rodziła się we mnie setka wątpliwości. już nie istniałam - przejął nade mną kontrolę. marionetka dopasowująca się do bicia Jego serca.
|
|
|
|