 |
|
nadzieje wielkie, a potem żal jeszcze większy...
|
|
 |
|
nie wiem co czuję, co myślę, a nawet do kogo i czego tęsknię.
totalny mętlik. rozsypane puzzle, a ja nawet nie wiem,
czy mam ochotę i siłę cokolwiek układać.
|
|
 |
|
w bólu, w żalu i skardze.
|
|
 |
|
zniknąłeś jakby cię w ogóle nie było. zaczynam się zastanawiać, czy nie całowałam się z powietrzem, czy za rękę nie złapał mnie wiatr, a oddech na moich plecach nie zostawił przeciąg.
|
|
 |
|
i powiedz że to moja wina.
|
|
 |
|
chce być tylko z tobą, przez kilka małych chwil.
|
|
 |
|
idąc cmentarną aleją szukam ciebie, mój przyjacielu. odszedłeś, bo byłeś słaby jak suchy liść.
|
|
 |
|
potrzebny mi jesteś, gdy zimne mam ręce.
|
|
 |
|
cholerny, pieprzony, zasyfiony śmierdziel z piekła rodem. mam nadzieję, że upadnie mordą na jeża.
|
|
 |
|
czasami nie chcę pamiętać koloru twoich oczu.
|
|
|
|