 |
|
sam wiem, że miałem wtedy szacunek do kobiet, dziś nie wiem czy znajdę porządną w tym mieście żonę, choc sam nie jestem święty między prawdą a bogiem i popełniam te same błędy jak chory człowiek
|
|
 |
|
ufam tylko tym ludziom, co wczoraj byli tu ze mną
|
|
 |
|
dziś już nie jest tak jak wtedy tu na rejonie, na betonie nie było tyle fałszywych spojrzeń, każdy się znał, szanował, nie wpierdalał innym w drogę (!!)
|
|
 |
|
Trzymam pod kontrolą, to co niby mnie wykańcza.
|
|
 |
|
Cóż Twoje zdrowie, nasze jest nic nie warte.
|
|
 |
|
Nie jesteśmy cool, więc się głupia dziwko pierdol
|
|
 |
|
Wal strzała, za każdy raz gdy jako ziom dałeś ciała,
Potem ja i będziemy tak pili do rana.
Po jednym za wszystkie kłamstwa małe i wielkie,
I skoro już tak to lepiej idź po następną butelkę.
Będę chlać, aż wszystko jebnie i niech już jebnie,
To jest mi nie potrzebne skończę sam będzie pięknie.
|
|
 |
|
Choć bym obiecał coś tobie i sobie,
I tak przy pierwszej lepszej okazji znowu to zrobię.
|
|
 |
|
ponoć to my jesteśmy niebezpieczni.
|
|
 |
|
Znowu staniemy pod blokiem i będziemy przeklinać
Będą omijać nas bokiem, żeby z nami nie zaczynać.
My to ci z marginesu, których praca się nie ima
Będą na nas wieszać chuje, jak ciuchy na manekinach
|
|
 |
|
Mógłbym rzec że nie miałem dla kogo żyć,
Zamknąć się w tych czterech ścianach i pić, rozpaczać i płakać,
|
|
 |
|
Zamykam oczy znów spotykam Ciebie we śnie,
Ty tez mnie widzisz ale wstydzisz się powiedzieć weź mnie
|
|
|
|