 |
|
Zasypiam z uśmiechem na ustach,
I budzę sie cała w skowronakch,
Zdjecia tak czule mrugają,
I słońce tak pięknie spoglada.
A wszystko to dzięki osobie,
Co życie me zmiena powoli,
Już jestem Twoja – nie swoja,
I serce tak jakoś mniej boli.
W lustrze też inna dziewczyna,
Z promiennym uśmiechem na twarzy,
Czesze swe włosy powoli,
A miłość od środka ją parzy.
Lecz ból to przecież tak słodki,
Co pcha ją codzień do ludzi,
Z uśmiechem mija przechodniów,
I życie się znowu w niej budzi...
|
|
 |
|
Pamiętam. Tamtego dnia
Muśnięta Twym ramieniem
Zadrżałam delikatnie
Z niedowierzeniem.
Zatrzymana w pół kroku,
Wpatrzona jak odchodzisz,
Rozpłakałam się widząc,
Jak wzrokiem za nią wodzisz.
Otworzyłam usta,
Lecz dobiegała mnie cisza,
A środku krzyczałam,
Pragnąc byś usłyszał...
Te dwa piękne słowa,
Wciąż niepowiedziane,
Choć każdej przecież nocy,
Przy ołtarzu wyszeptane.
A na nim Twoje zdjęcie,
I świeczki płonące,
I dłonią ściskane,
Serduszko cierpiace...
|
|
 |
|
Szara codzienność – bez Twego słowa.
Chyba nie jestem na to gotowa...
Zasłaniam oczy, by łzy nie kapały,
Wiążę bandażem supełek mały.
Popatrz na dłonie – Tyś ich natchnieniem,
Ty ich problemem, ich niespełnieniem...
Kochałam Cię szczerze – Ty coś mi dał?
Byłeś mi obcy, wciąż tylko brał.
Bez tozsamości biegnę tą drogą.
Nazwali ja życiem – powinni trwogą.
Anioł zagłady – to imię moje.
Umieram zawsze... Zawsze za dwoje.
Już taki mój los, przykro to stwierdzić...
Trzeba mnie będzie szybko uśmiercić...
|
|
 |
|
Walczyłam uparcie, lecz walkę przegrałam.
Pytasz dlaczego? Bo pokochałam...
Na białym rękawie dogasa plama,
Czuję wciąż ból, siedzę tu sama...
Pluszowy miś jest cały we krwi,
Świeczka dogasa, ogień się tli.
Serce sklejone znów się rozpada,
Różaniec z mej dłoni na ziemię upada...
Szepcze coś cicho – bełkot wychodzi,
Zalana, zaćpana, życie uchodzi...
Ratuj mnie prosze. Ja nie chce umierać!
Chce być przy Tobie, Twe łzy ocierać!
Zrozum, że wcale nie jestem z kamienia,
Ja też mam duszę, też mam wspomnienia.
Już jest za późno, wrócić nie mogę.
Upadam kolejny raz na podłogę...
Skompana w czerwieni nucę po cichu,
Butelka się wala, pustka w kielichu.
Tak się umiera, gdy żyć się nie umie.
Że Cię kochałam – może zrozumiesz...
|
|
 |
|
Chyba nigdy się nie pogodzę z tym jak mogłam być tak głupio naiwna i uwierzyć w Twoje bujdy...
|
|
 |
|
Przyszedł czas ,aby inna poznała kłamstwa w Twoim wykonaniu...
|
|
 |
|
Wszystko ma swój czas,
płacz i śmiech żyją w nas,
ważne, by wiedzieć że
nic nie jest na zawsze.Wszystko czas ma swój
Przyjdzie śmiech, zniknie ból
ważne, by wierzyć że
nic nie jest naprawdę.
|
|
 |
|
Jeśli nie możesz poskładać mojego serca, to przynajmniej nie rozpierdalaj jeszcze bardziej./esperer
|
|
 |
|
Wystarczy nabrać dystansu i być obojętnym. Bo obojętność dotyka najbardziej.
|
|
 |
|
Udajesz przed gośćmi,
Przytulasz, całujesz...
A przecież naprawdę
Nic do mnie nie czujesz...
Nienawidzisz mnie prawda?
Niszczyłam Ci świat?
Ja to ciągle pamiętam,
Mimo tylu lat...
Nikt nie wie jaka jest prawda,
Bo i po co ma wiedzieć?
Uwierzyłby czy nie?
Czy mam mu powiedzieć?
Słyszę krzyk przez drzwi,
Znów coś źle zrobiłam...
Niepowinno mnie tu być,
Przez pomyłkę się urodziłam...
Z innymi rozmawiasz.
Innych kochać umiesz...
A do naszej rodziny,
Nic jednak nie czujesz...
Innym dajesz miłość,
Lecz to nie to samo,
Jedno mogę powiedzieć,
NIENAWIDZĘ CIĘ MAMO!
|
|
|
|