 |
|
kiedy leżałam obok niego wyobrażałam sobie, że leżę obok mężczyzny mojego życia,
który teraz pewnie spał samotnie i już dawno zapomniał, że kiedykolwiek trzymał mnie za rękę.
|
|
 |
|
kolejny raz.. i tak ciągle, a znamy się kupę lat, jak dziś wyglądasz?
|
|
 |
|
zazwyczaj robiłam tu nic, zamykałam się za drzwiami, owijałam w koc.
|
|
 |
|
w tym momencie powinieneś przyjść i powiedzieć, że moje miejsce jest w kuchni przy garach.
naszej kuchni, naszych garach...
|
|
 |
|
jeszcze nigdy nie było mi tak mroźno, tak samotnie i pięknie.
|
|
 |
|
czasami jeszcze wyskakuję z okien własnej wyobraźni i łudzę się, ze zacznę latać.
a potem z hukiem roztrzaskuję się o twardy beton rzeczywistości.
|
|
 |
|
boli mnie, ale nie chciałabym wiedzieć dlaczego. wtedy może boleć mocniej.
|
|
 |
|
Chciałam od ciebie tak mało, tak żałośnie mało, że aż
się teraz tego wstydzę.
|
|
 |
|
O, tak. Często widujemy się z Listopadem. Los nam wódkę nosi.
|
|
 |
|
znów zaczynam żyć nie swoim życiem. zazdroszczę kierowcy, rowerzystce, kominiarzowi i dziewczynie w podartych spodniach.
|
|
 |
|
zostały tylko codzienne tęskne spojrzenia wstecz do czasów słodkich nieuzasadnionych depresji.
|
|
 |
|
skończyłam się, po prostu się skończyłam, jak jakiś poniedziałek, czy niedziela, na którą każdy narzeka, na koniec której każdy liczy, że następny dzień będzie piękny, nieskalany żadnym błędem..
|
|
|
|