 |
|
a kiedy objął mnie jak co dzień, od paru miesięcy i spytał czy coś dla niego zrobię, cynicznie się roześmiałam. - wszystko. - powiedziałam z drwiącym uśmiechem mając to za oczywiste. nachylił się, moje nozdrza wypełniły się jego zapachem, który wydawał mi się słodszy od wszystkich możliwych owoców razem wziętych w środku samego lata. - wszystko - powtórzyłam, dla pewności. - w takim razie zapomnij o mnie. - wyszeptał. odsunąwszy się, dotarło do mnie, że od dziś lato będzie najbardziej znienawidzoną przeze mnie porą roku.
|
|
 |
|
nie mam zamiaru Cię opuścić NIGDY ! Nie potrafiłabym żyć tu bez Ciebie nawet jednego dnia.Jesteś wszystkim czego potrzebuję.
|
|
 |
|
Mam najwspanialszego faceta na Ziemi. ♥
|
|
 |
|
pragnę Cię z każdym dniem coraz bardziej.Wciąż mi mało !
|
|
 |
|
I sobą też gardze, bo cierpie przez to że:Nie potrafie czasem odwrócić się plecami,
od tych ludzi którzy ranią mniei mają mnie za nic.
Nie umiem sobie radzić, nie jestem aż tak twarda,
z najprostrzymi sprawami potrzebuje oparcia.
Potrzebuje miłości i uczuć prawdziwych..\\\ WDOWA
|
|
 |
|
I gardzą twym pomysłem ostatnim na liście.
I nawet jak jest dobry to przyjmą opozycje.
I gdy wszystkie twe plany zaczną się krzyżować,
Pamiętaj jesteś promieniem słońca.
|
|
 |
|
Świat jest mały i wielki zarazem,Masz niefart.
Zamknęłaś sie w świecie bez świeżego powietrza.
Otwórz oczy i umysł. Miłość to artystka.
Jesteś diamentem w piasku, różą na blokowiskach..
|
|
 |
|
"Jestem samolubna, niecierpliwa i trochę niepewna siebie. Popełniam błędy, tracę kontrolę i jestem czasami ciężka do zniesienia. Ale jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorsza, to cholernie pewne, że nie zasługujesz na mnie, gdy jestem najlepsza."
|
|
 |
|
Mówisz że kochasz deszcz, ale chowasz się pod parasolem gdy pada. Mówisz że kochasz słońce, ale szukasz cienia, by skryć sie w nim gdy świeci. Mówisz że kochasz wiatr, ale zamykasz okno gdy wieje. Dlatego boje się, gdy mówisz, że mnie kochasz.
|
|
 |
|
serce to narząd? to musi być coś ponad, jakaś nieopisana materia. przecież narządu, jako rzeczy materialnej, nie da się tak po prostu zabrać, nie wyciągając nawet dłoni.
|
|
 |
|
niech w całym mieszkaniu śmierdzi spalenizną, a w koszu utworzy się stosik spalonych gofrów. niech dochodzi do wniosku, że musi przetrzymać je jednak krócej i w efekcie poda niedopieczone. niech wkurza się na "całe to chore gotowanie" i mierzy mnie poważnym wzrokiem, kiedy w spazmie śmiechu rozleję kawę, by po sekundzie, nie gniewając się ani trochę, pocałować mnie w czubek nosa. chcę jeść tą niedoskonałą mieszankę mleka, mąki, oleju, proszku do pieczenia, jajek... i miłości.
|
|
 |
|
na drugim plan schodzi to jak, z czym na sumieniu, czy z jointem czy szlugiem między palcami, z jaką przeszłością - po prostu masz być. masz być tutaj, bo ja jestem.
|
|
|
|