 |
|
you + me = ...error, error !
|
|
 |
|
kup sobie młotek i za każdym razem, gdy o nim pomyślisz pierdolnij się porządnie w głowę. może w końcu go stamtąd wybijesz. / malynoowa.
|
|
 |
|
Ej chłopaki! Mam zajebisty pomysł! Koło przystanku ulepimy wielkiego bałwana, wsadzimy mu szlugę pod marchewkę i odpalimy, a potem zadzwonimy do straży miejskiej i wniesiemy skargę, że jakiś bałwan pali w miejscu publicznym! - Wywód z serii "Ja i moje głupie pomysły jak pozbyć się zakazu palenia w miejscach publicznych".
|
|
 |
|
Ganiali się po łące. Zatrzymał się i spojrzał na dziewczynę z rozwianymi włosami i cudownym uśmiechem na mordce. Zaśmiał się pod nosem. 'No chodź!' Krzyknęła. 'Poddajesz się?' Na dźwięk tych słów ruszył przed siebie. W końcu ją dogonił. Złapał, podniósł do góry i okręcił się razem z nią wokół własnej osi. Usiedli zmęczeni patrząc na chmury zbierające się nad miastem. Po chwili ujął jej twarz w dłonie. Wymieniali gorące oddechy. 'Nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak często echo Twojego śmiechu, odbija się w okolicach mojego serca.' W tym samym momencie zaczęła się ulewa. Nie ruszyli się z miejsc. /just_love.
|
|
 |
|
uwielbiam ludzi z mojej klasy. dziś podczas nieobecności naszej zaje*bistej wychowawczyni zaczęliśmy śpiewać ' było ciepłe lato choć czasem padało, dużo wina się piło i mało się spało. tak zaczęła się wakacyjna przygoda..' i nagle do klasy weszła pani. fakt, kilku chłopaków stało na krzesłach, dziewczyny miały telefony w rękach i śpiewały. nauczycielka zaczęła się śmiać i powiedziała, że wszystko jest w porządku, ale mamy być ciszej, bo inni godzy się denerwują, że jest za głośno. po lekcji, kiedy wyszliśmy na korytarz zostaliśmy nagrodzeni gromkimi brawami, śmiechem i szczerymi uśmiechami. pani dyrektor powiedziała, że mamy już załatwione kilka koncertów na różnych uroczystościach i że jesteśmy najlepszą klasą w szkole. niepotrzebne były słowa ' nigdy więcej proszę tak nie robić, bo wezwę rodziców. ' mimo wszystko, nastrój był zaje*bisty.
|
|
 |
|
dzisiaj wiem, że nie ma nas. pragnę żyć od nowa.
|
|
 |
|
znasz to ogromne uczucie wkurzenia , gdy wchodzisz z przyjacielem do auchanu po paczkę chipsów i colę , a on jak małe dziecko upiera się przy wzięciu wózka ? gdy w końcu się uginasz i poświęcasz swoją złotówkę , żeby dziecko miało frajdę i idziesz po picie , zostawiasz go przy słodyczach , a gdy wracasz on gada przez telefon ze swoją dziewczyną bardzo męskim i odpowiedzialnym głosem ? wszystko byłoby okej , gdyby nie siedział w środku tego wózka i nie pokazywał języka jakiemuś małemu , piegowatemu chłopczykowi . / tymbarkoholiczka
|
|
 |
|
Minęło pół roku. Nauczyłam się spokojniej oddychać, wcześniej zasypiać, normalnie funkcjonować. Czasami tylko spotkam Ciebie i wtedy uczę się tego wszystkiego od nowa.
|
|
 |
|
Wieczór. Siedzę z kubkiem gorącej herbaty z sokiem malinowym na parapecie. Patrze jak płatki śniegu spadają na ziemię. Nagle widzę znajomą twarz – idziesz z jakąś dziewczyną za rękę. Zatrzymujecie się koło mojego bloku, niedaleko mojej klatki. Przytulasz dziewczynę, namiętnie się całujecie. Boli cholernie.. przypomina mi się jak kiedyś to ja stałam na miejscu tamtej dziewczyny. Zegnacie się, ona idzie do domu a Ty siadasz na ławce, spoglądasz na moje okno, widzisz mnie. Dostaje sms żebym zeszła do Cb. Ja lekko się do Cb uśmiecham , odpisuje: nie. Na razie nie mam odwagi spojrzeć w twoje brązowe oczy, jeszcze nie dziś. Nie potrafię udawać, że już nic do Ciebie nie czuję. Nie widzisz tego, jak spuszczam wzrok, gdy mijamy się w szkole? Jak chodzę dłuższymi drogami do domu, by przypadkiem Cię nie spotkać z Nią? Nie widzisz jak cierpię? Sory, zapomniałam Ty nie masz uczuć.
|
|
 |
|
i w końcu nie masz sił przekonywać wszystkich o tym jaka jesteś silna i niezależna. zaczynasz wybuchać spazmatycznym płaczem w miejscach publicznych. nawet najmniejszy incydent taki jak to, że sąsiad nie odpowiedział Ci na Twoje 'dzieńdobry' jest w stanie doprowadzić Cię do rozchwiania emocjonalnego. nie jesteś już w stanie iść boso przez ulicę w środku zimy, pokazując ludziom, że nawet pogoda może Ci naskoczyć. przychodzą dni, kiedy masz ochotę zwinąć się w kłębek i schować pod łóżko czy do szafy. nadchodzi kulminacyjny moment, kiedy masz odwagę przyznać się przed światem, że zwyczajnie potrzebujesz się przytulić.
|
|
 |
|
kiedy już się otworzysz i zaczniesz bezgraniczne ufać osobie, którą paradoksalnie nazywałaś 'przyjacielem', okazuje się jak bardzo się myliłaś. jak niesamowicie się przeliczyłaś. i nic nie boli tak bardzo jak świadomość, że znowu dałaś się nabrać. znowu uwierzyłaś w ludzką bezinteresowność, dobroć czy chociażby serce. ludzie, którzy śmią nazywać się Twoimi przyjaciółmi go nie posiadają. Ci ludzie, są istotami wypranymi z uczuć. przepełnieni pogardą. w oczy trują uwielbienie względem Ciebie. za plecami obarczają Cię o najgorsze z popełnionych czynów. chcą wykorzystać Cię do cna, a później zostawić w samotności jak klient wydymaną dziwkę.
|
|
 |
|
kiedy podniósł po raz pierwszy na mnie rękę, zaczęłam bać się o samą siebie. nie chodziło tutaj o ból fizyczny jaki mi sprawił. bardziej rozchodziło się o mój rozum, który mi odebrało. o to, że potrafiłam kochać kogoś kto mnie krzywdzi. kogoś kogo powinnam znienawidzić. martwiłam się, gdy moja podświadomość toczyła wojny z sercem, starając się przedstawić mu swoje racje. na marne.
|
|
|
|