 |
|
jesteś moją życiową zajawką, ziomek
|
|
 |
|
momentem zwrotnym jest ten w którym nie możesz się rozpłakać bo nie masz już czym. kiedy Twoje ciało nie potrafi zareagować na ten prymitywny ból wbijającego się noża w Twoje plecy przez sam los. mózg nie jest w stanie przetworzyć pytania dlaczego życie tak strasznie kopie Cię w Twoją godność, a Twoje ręce nauczyły się drżeć na tyle mocno, że trzymanie kubka z kawą sprawia Ci problem jak co najmniej u staruszka z pląsawicą.
|
|
 |
|
stoisz na tym pieprzonym balkonie o 4 nad ranem, znudzona kotłowaniem się w łóżku i niemocą spłodzoną przez niemożność zaśnięcia. w ustach papieros, poruszając tylko zębami kiepujesz za barierkę. dłonie, drżące, zmarznięte w kieszeniach Twojej bluzy. wszystko jest przerażająco szare, a cisza o tej porze porównywalna do tej w horrorze, kiedy morderca poluje na swoją ofiarę. stoisz, marzniesz i powstrzymujesz się od rutynowego płaczu mając świadomość, że zamiast łez z Twoich kanalików wydostałyby się, szklące sopelki zważając na temperaturę i stan emocjonalny Twojego serca, w którym musisz zamykać drzwi zważywszy na przeciąg i panującą w nim pustkę.
|
|
 |
|
powiedz ile razy chciałeś zrobić coś więcej, podjąć ryzyko żeby chwycić za nogi szczęście?
|
|
 |
|
dziękuje Bogu za te mordy co idą tą samą drogą.
|
|
 |
|
idź dumnie przed siebie, życie to twoja scena i pierdol farmazony, które słyszysz na swój temat
|
|
 |
|
Kochanie jestem głodny myśli o nas
spragniony chwil dla których mógłbym żyć i skonać
jeśli na szczyt to z Tobą musi być ta droga
szczery do krwi bo słowa pali złych jak pożar
|
|
 |
|
tak mało trzeba ludziom, aby zadać cios, te słowa są jak kamień,który leci prosto w nas, ziom
|
|
 |
|
Ty sam sobie nie ufasz, a co dopiero komuś
|
|
 |
|
pseudo ziomków z osiedla dziś już nie jestem pewna
|
|
 |
|
my i słońce i nikogo nawet wiatru wokół, spokój, słońce zachodzące pośród bloków
|
|
 |
|
mijam o mały włos zwątpienie, więc nie pierdol, że mam opanować złość, bo nie jest mi wszystko jedno
|
|
|
|