nie będę stał bezczynnie gdy zacznie płonąć świat, miasta topią się w dymie wieje ognisty wiatr zaciskam
mocno pięści w żyłach przyśpiesza krew, to jest początek końca nadciąga boski gniew.
w pokoju unosi się zapach domowej babki, wiewiórka przy ognisku grzeje zamarznięte łapki,
pierwsze płatki śniegu przynoszą nam zimę a ja wjeżdżam ci na haust z chujem twardym jak chimer.