 |
|
rzuciłeś mnie na łóżko, skrupulatnie całując moją szyję. Twoje ręcę badały każdy centymetr mojego ciała, a Twój oddech przesiąkał do cna rozkoszą. właśnie wtedy zrozumiałam, że kochasz moje ciało. tylko je. że dusza czuje się ewidentnie pominięta. żałuję, że się nie myliłam. żałuję, że kiedy doszłam do owego wniosku i chciałam po prostu wstać i wyjść, Ty mi na to nie pozwoliłeś. i dokończyłeś miłość. miłość względem mojego ciała. wbrew mojej duszy.
|
|
 |
|
z własnej inicjatywy tracisz kogoś kto był dla Ciebie wszystkim. udając przed samą sobą, że sobie bez niego poradzisz - zrywasz bo nie jest dość dobry. właśnie wtedy zaczynasz się dusić, jakby ktoś jednym przecięciem odciął Ci dopływ tlenu. właśnie wtedy na klatkę piersiową spada Ci gigantyczny głaz, a Ty nie wychodzisz z pokoju, łudząc się, że po za nim jeszcze dogłębniej będzie do Ciebie dochodzić, że jego już nie ma.
|
|
 |
|
stary przyjaciel w samych spodniach. zapinając pasek biegał po całym korytarzu krzycząc: gdzie jest pani pedagog! następny kumpel biegnący dwumetrowymi susłami, desperacko szukając pedagoga. co się dzieje! nie wiedziałam. ale widzę pana. trzyma kogoś i woła pomocy. po paru chwilach dotarło do mnie. zobaczyłam zakrwawioną czuprynę mojego przyjaciela. jego głowa bezwładnie opadała, a biała koszula do ćwiczeń była bordowa. podobnie jak cały korytarz. krew. wszędzie było pełno krwi. czułam jak od czoła w dół robię się lodowato zimna. nogi się pode mną uginały, a serce biło chyba szybciej niż niejednemu maratończykowi. oparłam się o płytki i czułam jak mdleję. już teraz wiem, że nie nadaję się na lekarza. gdy zobaczyłam krzywdę przyjaciela sparaliżowało mnie. tak się bałam. myślałam, że to koniec. życie przeleciało mi przed oczyma. potem gdy złapałam oddech desperacko chciałam się dostać do łazienki. nie wpuścili mnie. to był chyba jeden z najbardziej przerażających dni w moim życiu.
|
|
 |
|
aby odnaleźć w sobie siłę. to jest dla mnie teraz najważniejsze.
|
|
 |
|
nic nie idzie zgodnie z planem , wszystko sie rozpadnie. ludzie mówią żegnaj na swój specjalny sposób. wszystko, na czym możesz polegać i wszystko co możesz udać, zostawi cię z rana, a odnajdzie w nocy.
|
|
 |
|
ostatnio straciłam wiarę chyba we wszystko. nie jestem pewna niczego. nawet jutra.
|
|
 |
|
i już nie wiem czy kiedykolwiek będę szczęśliwa tak naprawdę.
|
|
 |
|
i na co było nam to wszystko? bieganie za sobą, poświęcanie czasu, żeby później się liczyło, że się staraliśmy, że nam zależało. i tak po czasie się psuje, a my, nawzajem uświadamiamy sobie, że jednak daleko nam od ideału, za które uważaliśmy się na początku. że mimo wszystko, pomimo tylu starań - nie dogadamy się. nie dojdziemy do kompromisu. nawet miłość tutaj nie pomoże. ona też w końcu się skończy. wcale nie jest nieśmiertelna, ani wieczna. nic nie jest. a to tylko uczucie, bez najmniejszych szans na przetrwanie. tylko parę fajerwerków, między dwoma osobami, które po jakimś czasie, po natłoku raniących słów, niewypowiedzianych myśli po prostu gasną.
|
|
 |
|
to całe tresowanie mnie, korepetycje ze znieczulicy. uczenie, jak nie czuć. jak być wyrachowaną, bez krzty wzruszenia. tłumaczenie, że tak będzie mi łatwiej. jasne. wszystko po to, aby przygotować mnie do Twojego odejścia i kretyńskiego tłumaczenia, że nie potrafisz kochać. każdy potrafi, sukinsynu. tylko nie każdemu się chce.
|
|
 |
|
kolego mam na Ciebie ochotę jak na gorące kakao podczas upalnego lata, pojmij.
|
|
 |
|
twoje uczucie daje mi większego powera niż baterie tym pieprzonym króliczkom w reklamie.
|
|
|
|