 |
|
Kocham cię nie w mroku wiary, ale w codziennej, dręczącej niepewności.
|
|
 |
|
Biorę ją do siebie. Coraz bliżej. Pssssyt. Całuję ją. Powoli. Drobnie.
W drobne usta. Wyrywam drobinki smaku. Smakuje jak krem. Nie chcę już wywalać z siebie jej języka, myć po nim zębów. Chcę, żeby ten język wlazł mi w przełyk, aż do żołądka i odkaził duszę. Bliżej. Jeszcze.
|
|
 |
|
Zaledwie rozdzieliło nas parę godzin, parę ulic, już mój żal nazywa się żal, a moja miłość nazywa się miłość. W miarę upływającego czasu będę czuł coraz mniej, wspominał coraz więcej.
|
|
 |
|
fajnie jest mieć ludzi którym można powiedzieć wszystko, z którymi można robić rzeczy niemożliwe.
|
|
 |
|
po co płakać skoro można się najebać ?
|
|
 |
|
trochę mi tak zależy. trochę tak zajebiście z całego serca.
|
|
 |
|
lubię ludzi z którymi piję.
|
|
 |
|
cholera to po co całowałeś, wtedy tak, dawałeś tą pierdoloną nadzieję, skoro i tak wiedziałeś że nic z tego nie będzie?
|
|
 |
|
chciałabym nie mieć serca.
|
|
 |
|
jednego dnia jesteś zajebisty, drugiego zachowujesz się jak totalny frajer.
|
|
|
|