 |
|
jestem obok, ale odwróciłem się już tyłem, będę stał tu wciąż, gdy przestanie bić ci serce
|
|
 |
|
jak mniej wiesz, to lepiej śpisz, chociaż fartem dla Ciebie jest już to, że śpisz w ogóle, ja zasypiam o trzeciej, albo czwartej, albo dziś nie śpię wcale i nie płaczę już, choć znów się dzielę bólem z Tobą
|
|
 |
|
i co mam kurwa znowu płakać, że jest mi niedobrze? daj spokój, nie przemęczaj oczu, szkoda Twoich łez
|
|
 |
|
wśród buntu, miłości, realizmu i bajek, żebyś mogła mnie szukać, muszę odnaleźć sam siebie po tej stronie raju, która wcale nie jest rajem
|
|
 |
|
damn it! musimy tyle rzeczy ogarnąć, mieliśmy inną wartości hierarchię, niektóre z nich jeszcze niżej w niej spadną, tak, że nie będzie miejsc już ich porządkować na dnie
|
|
 |
|
mam w sobie przeszłość i tego nie wyrzucę, zapomniałem uczuć i teraz znów się ich uczę
|
|
 |
|
chcesz mnie wypróbować, chcesz, to weź mnie za rękę, ale, wiedz, że za siebie nie ręczę, pewnie serce pęknie Ci prędzej
|
|
 |
|
nie wiem co i kto i kiedy jeszcze dojebie tu mnie w glebę, diabeł złego nie bierze, nie czeka nikt na mnie w niebie, no gdzie idę, bo przed siebie, no gdzie? nie wiem.
|
|
 |
|
przez ten mięsień co pompuje krew we mnie, spotyka mnie pech coraz częściej. wiem, że to nie prosta rzecz gdy musisz, oddzielić serce od rozumu lub zdusić.
|
|
|
|