 |
mój pokój ogarnął nieład.
po całej przestrzeni porozrzucane puste i zużyte strzykawki.
zakrwawione i stępione żyletki.
po środku ja.
zmęczona i przerażona.
walczę o byt.
|
|
 |
Nie czekaj, aż napisze. Może On wcale nie myśli o Tobie w taki sam sposób, jak Ty o Nim. Pewnie wyszedł teraz z kumplami i wróci późną nocą, a Ty nie jesteś Jego pierwszą myślą w żadnej minucie. Nie wspomina chwil z Tobą spędzonych, nie czyta dziesięć razy tych samych wiadomości, bo pewnie już dawno je usunął. Myśli o Tobie, jak o każdej innej dziewczynie minionej przed chwilą na ulicy. Co z tego, że wymieniliście parę uśmiechów, kilka słów i masę spojrzeń. Tylko dla Ciebie czas poświęcony dla Niego, znaczył dużo. To Ty starałaś się być tam, gdzie On powinien pojawić się w danej chwili. Ubiegałaś się o spotkanie z Nim, o krótką niezobowiązującą rozmowę. Ubzdurałaś sobie to wszystko. Chciałaś by Cię pokochał, byś była dla Niego wszystkim. Pragnęłaś być Jego całym światem, a On nawet nie starał się być w Twoim świecie.
|
|
 |
U mnie jak zwykle. Pojebało mi sie wszystko. W jebanej układance życia brakuje elementów. Coraz częściej zauważam że nie powinnam przyzwyczajać się do ludzi, miejsc ani rzeczy. Bo miejsca się zmieniają, rzeczy psują a ludzie odchodzą. Mimo tak wielu porażek, wciąż się tego nie nauczyłam. Jestem jak dziecko, nieświadome jeszcze tylu spraw. Chciałabym przestać czuć. Stać się obojętną, zimną suką. Boli mnie ta nieustanna walka o wszystkich. Teraz usiądę i popatrzę kto będzie walczył o mnie
|
|
 |
Kolejny dzień spędzony na myśleniu o Tobie. Kolejny dzień usycham z tęsknoty. To chyba nie był dobry manewr. Ale kocham Cię, kocham Cię, kurwa. Tęsknie za tym co było kiedyś. Dlaczego teraz jest inaczej? Wiem, może bywam chamska, agresywna i złośliwa, ale ja tak bardzo chcę się zmienić. Proszę, pomóż mi, nie odchodź. Poczekaj. Później będzie wszystko OK. Ale kochaj mnie, kurwa. Tak mocno mi na Tobie zależy, ale nie wiem jak mam Ci to pokazać.
|
|
 |
Dlaczego wciąż łudzisz się że będzie dobrze? I tak ciągle jest bez zmian. Siedzisz na parapecie, spoglądasz za okno. I widzisz ludzi. Zabieganych, zamyślonych. Jakby nieobecnych. Wiesz o tym że świat się zmienia. Nie nadążasz za modą, i wciąż się izolujesz. Zamykasz drzwi pokoju, i siadasz w kącie. Puszczasz muzykę, a po policzku snuje się łza. Boli Cię życie. Boli Cię rzeczywistość. I dobrze o tym wiesz. Nie przyznasz sie. Wolisz się okłamywać. Jak ostatni tchórz.
|
|
 |
Jest źle. Nie potrafię już walczyć. Nie mam już sił. Bliska osoba mojemu sercu mnie wykorzystała. Zabawiła się moimi uczuciami, mną jak kukiełką, a teraz leże sama w kącie i osiada na mnie kurz. Powiedziała mi że jestem nikim i mam się pierdolić. Może ma rację? Wiem jedno. Poddaje się. Przegrałam. Po co walczyć o coś przegranego? To jak walka z wiatrakami, albo syzyfowa praca. Nie walcz już o mnie. Nie mów "będzie dobrze", bo nigdy nie będzie. Ale bądź przy mnie, proszę. Wspieraj mnie..
|
|
 |
Przychodzi taki czas w życiu, kiedy niczego nie można być pewnym. To, co się wiedziało wcześniej, wydaje się błędne lub niezrozumiałe. To wszystko wali się, moje bycie, kruszy się rozpada i nie można pozbierać kawałków. Następnego dnia trzeba wstać z łóżka jako względna całość i funkcjonować.
|
|
 |
Wieczorem przychodzi zapomnienie. Nocą pogłębia się duszność. Łapię oddech jak niewidzialne nici i nie mogę ich zerwać.Nie ma wydechu. W dzień duszność czai się lub atakuje po wysiłku.
|
|
 |
Nie umiem pogodzić się ze sobą. Nie chcę przegrać. Noszę w duszy potwora który zżera mnie od środka. Który gryzie mnie jak kornik, przetrawia, toczy. Kiedy się poddam, rozsypię się. Ale czy już się nie poddałam?
|
|
 |
Nocne zmagania z obłędem. Dlaczego wszystko nasila się z narastaniem zmroku? Wyolbrzymia, zmienia kształt? Iluzje, zwielokrotnienie wyobraźni, potęgowanie lęku.
|
|
 |
Życie to strome schody do nieba, wąskie bez oparcia. Możesz iść prosto w górę, nie oglądając się za siebie. Kiedy utracisz równowagę, zranisz boleśnie lecąc w dół. I zaczynasz wędrować od nowa, jeżeli masz jeszcze siły. Nie możesz się zatrzymać - nie da się żyć ani ustać na żadnej krawędzi, trzeba kroczyć lub spadać. I tak do końca życia.
|
|
|
|