 |
|
być może znasz to uczucie, kiedy z góry patrzysz na własne szczęście, które wciąż z dnia na dzień, małymi krokami oddala się od Ciebie. człowiek, który sekundy temu, był ważniejszy od Twojego życia, nagle tak po prostu znika, gdzieś w tłumie nieznanych Ci twarzy. a Ty? nie możesz zrobić już nic, nie możesz już nic powiedzieć, bo Twoje słowa zawiniły zbyt wiele razy, łamiąc wszelkie podstawy. stoisz i przyglądasz się temu co budowaliście z tak wielkim zaufaniem, co z czasem stało się fundamentem Waszych serc. to staje Ci się obce, i tak jak uczucia będące zawsze ponad wszystkim tym co dzieliło, ponad każdą z barier, gwałtownie opada, uderzając z tak ogromną siłą o ziemię, by jedyne co zrobić, to pobudzić ból. / endoftime.
|
|
 |
|
dziś znów tam byłam. znów widziałam jak bardzo się niszczą i zrozumiałam, ze kiedyś też tam tkwiłam. wszystko się wtedy zatrzymuje, ale nie jest beztrosko, wręcz przeciwnie. dni, godziny i minuty kierują twoim życiem, a każdy krok jest wyznacznikiem porażki lub sukcesu. często tam wracam by znów odejść, wydaje mi się, że nie potrafię do końca sie zatracić, co gdy teraz o tym myślę, ratuje mnie. zawsze kiedy czuję, że jeszcze krok i przepadnę, odchodzę. one tego nie robią, myślę, że już się zgubiły. pamiętam jedną z nich, która miała takie same poglądy jak ja, skumplowałyśmy się, jednak musiałam odejść, bo zbyt bardzo w to wpadałam, ona też wtedy odeszła, gdy wróciłam ona też była, ale już całkiem inna. sama powiesiła sobie sznurek na szyi. nie chcę tak skończyć, nie wiem co pozwala mi ciągle tam być i nadal prawidłowo funkcjonować, ale wiem, że cholernie mi ich szkoda. jeśli nigdy nie byłyście w tym temacie, to nie zrozumiecie. / odpierdolciesie
|
|
 |
|
' nie stresuj się człowiek, wielki brat patrzy z góry, obserwując nas jak laboratoryjne szczury .'
|
|
 |
|
'wiem z kim bić piątki i z kim pekiel dzielić, z dala od elit, skurwieli o wężowych pyskach, im krzyż na drogę, bowiem z nimi nie skorzystam. '
|
|
 |
|
'mam narysowany uśmiech na detonatorze bomby. bitewne trąby, czarny sztandar w rękach. tym zawistnym skurwysynom lód pod nogami pęka. '
|
|
 |
|
oficjalnie jest tylko przyjacielem, kimś od układania idealnej teraźniejszości. kimś od pomocy przy sklejaniu drobnych kawałków serca, gdy tylko pęka, ale wiesz.. może to nierealne, sprzeczne z tym jak być powinno, bo tak naprawdę, to On jest tym sercem, jest jak pierwszy promień słońca przebijający niebo tuż po deszczu, jest wszystkim tym, co kocham i tym, czego wciąż potrzebuję. / endoftime.
|
|
 |
|
niesamowite jest to, że gdziekolwiek jesteśmy, patrzymy na to samo niebo.
|
|
 |
|
na co dzień, potrafiłabym rozmawiać z Nim godzinami, czasem nawet na tak błahe i nieistotne tematy, po to by jedynie wsłuchiwać się w brzmienie słów, w rytm Jego oddechu wydobywający się z głośnika telefonu. ten stan, chociaż tak mało znaczący to jednak najlepszy ze wszystkich, kiedy znów leżąc z telefonem przy uchu, uśmiechasz się do pustych ścian pokoju, znów wewnętrznie cieszysz się kolejnymi uderzeniami własnego serca, tymi, w których streszcza się to codzienne szczęście, jakie On, daje Ci sobą. / Endoftime, specjal.
|
|
 |
|
otaczasz się dymem, piwo zakrapiasz rymem
coraz lepsze klimaty z godziny na godzinę
|
|
 |
|
nie jestem pewny czy wiesz o co mi chodzi gdy mowie
że potrzebuje kilku godzin bo chyba się gubię
jeśli nie to trudno po prostu mi uwierz że
siedzę cicho bo widocznie czasem tak lubię
|
|
|
|