Gdy zadzwonił, prosił o sekunde uwagi, siedział z lufą przy skroni i gotów się zabić. Mówił, że dość odwagi ma, by zostawić rodzinę, jego głos łzawił krwią którą spluwał co chwile.
Mówił że by za nią umarł, kurwa nigdy nie widziałem, żeby ktoś się tak rozumiał, Wpadał z nią, pił, znał umiar, ona miała czuć się dobrze, on miał czuwać Coś pękło, kiedy przyszła codzienność, i wiesz co, zaczęli żyć na odpierdol.../ Bonson